piątek, 8 czerwca 2012

09-19 CZERWCA Benia i Bogdan Jaguszewscy w Dublinie





Już dzisiaj gościmy w Dublinie Bernadette (Benia) i Bogusława (Bogdan) Jaguszewskich z Legnicy.
Zapraszam bardzo serdecznie na nasze polskie nabożeństwa:

NIEDZIELA 10 i 17 CZERWCA godz. 15:00.

Mieliśmy okazję ich poznać lepiej rok temu, w ciągu kilku godzin wykładów i pracy indywidualnej podzielili się z nami swoim ogromnym doświadczeniem i wiedzą na temat różnych problemów małżeńskich, rodzinnych oraz skutecznym rozwiązywaniem zaistniałych konfliktów. Przez bardzo dobrą komunikację i zarazem inspirację sprawili, że o trudnych sprawach można było rozmawiać z nimi z dużym zaufaniem i otwartością. Nas osobiście ujęło ich ‘serce’ w służbie ludziom. Są niezwykłą parą, która wierzy w uzdrowioną rodzinę i szczęśliwe małżeństwo. Dzieląc się z nami również swoją historią udowodnili, że 'niemożliwe dla człowieka' jest możliwe dla Boga. Sami przeszli przez niejedną trudną drogę. Dlatego właśnie tym bardziej warto ich posłuchać. Cieszymy się, że mogliśmy ich poznać osobiście. Zapraszamy każdego bardzo serdecznie na wspólne spotkanie.

W czasie ich dłuższego tym razem pobytu zamierzamy i chcemy wykorzystać czas tak żeby i single i małżeństwa mogły być zachęcone.


Więcej informacji o nich i ich służbie na:
www.my-razem.pl








wtorek, 15 maja 2012

" Ty i Ja...Budujemy Królestwo Chrystusa" Plan konferencji 19.05.2012 godz. 11:00-20:00



Wszystkie sesje będą tłumaczone na język polski bezpośrednio przez tłumacza.


  • W czasie wykładów będzie można zostawić dzieci pod zaufaną opieką.
  • W czasie przerw i lunchu rodzice są odpowiedzialni za opiekę nad swoimi pociechami.  

Możliwe, że będzie zbierana dobrowolna ofiara na pobłogosławienie gości i ich służby.

Chcemy też zapłacić opiekunką, które podejmą się opieki nad naszymi dziećmi.
Są to zaprzyjaźnione dziewczyny z kościoła St.Marks.
Proponowana suma 10E za dziecko i 15E za więcej niż jedno dziecko.


Do zobaczenia:)


sobota, 5 maja 2012

"Ty i Ja ... budujemy Królestwo Chrystusa" Inspirująca konferencja z Arthurem i Margaret Hibbert 19.05.2012



Zapraszam Serdecznie na konferencje z Arthurem i Margaret.

Temat budowania Królestwa Chrystusa nie jest czymś nowym dla wierzącego człowieka.
Potrzebujemy wzmacniać i odnawiać w nas samych znacznie tego tematu. Ważne jest też to, że jako wierzący ludzie powinniśmy być tymi, którzy BUDUJĄ i mają wpływ na rozszerzanie się Bożej mocy wszędzie tam, gdzie Duch Święty nas prowadzi. Jezus mówi do nas w Ewangeliach:

Marek 1:15
"Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii."

Łukasz 17:20-21
"Zapytany zaś przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie Królestwo Boże, odpowiedział im (JEZUS) i rzekł: Królestwo Boże nie przychodzi dostrzegalnie, Ani nie będą mówić: Oto tutaj jest, albo: Tam, oto bowiem Królestwo Boże jest pośród was."

Kościół jest miejscem gdzie możemy przygotowywać się, szkolić, zachęcać, wspierać i uczyć od naszego Pana Jezusa i siebie nawzajem, jakimi uczniami powinniśmy być.

Artur to niezwykły człowiek dla mnie.. z ogromnym poczuciem humoru i wielkim doświadczeniem.
Jest wierny poselstwu Ewangelii od wielu, wielu lat. Gościmy Arthura i Margaret już po raz drugi w Dublinie. Oboje będą dzielić się z nami swoim doświadczeniem jak również biblijnym objawieniem w temacie SŁUŻENIE I BUDOWANIE Królestwa Jezusa Chrystusa:)

PRZERWY i RELACJE
Planujemy całe to spotkanie poświęcić również na poznawanie siebie przy kawce i ciastkach.
Będzie sporo długich przerw i ta najdłuższa przerwa na lunch. Lunch to czas wolny, gdzie każdy będzie mógł zjeść obiad na mieście albo przygotować sobie coś wcześniej w domu i zjeść w budynku. Jak kto woli:)

LUNCH 13:00-15:30

OPIEKA NAD DZIEĆMI
Wstępny pomysł opieki nad dziećmi jest taki, żeby rodzice mogli wspólnie zebrać pieniądze na wynajęcie osoby zaprzyjaźnionej z St.Marks. 3,2 dziewczyny, które mogły by nam pomóc. Pozwoli to również nauczycielom szkółek wsiąść udział w konferencji:)

Czekam też na sugestie...


Będzie dobry Boży czas:
Zapraszam Cię bardzo serdecznie.

Rafi.






czwartek, 26 kwietnia 2012

"Być uczniem Jezusa " czyli prawdziwy obraz sługi


Obraz "Ostatnia wieczerza" Leonarda Da Vinci przedstawia moment, w którym Jezus, podczas ostatniej wieczerzy oznajmia swoim uczniom, że jeden z nich tej samej nocy go wyda. Na obrazie centralną postacią jest Jezus. Po dwóch stronach są Jego uczniowie. Na tym słynnym obrazie większość uczniów Chrystusa to ludzie przede wszystkim w podeszłym albo starczym wieku. Świadczy o tym ich siwy kolor włosów i siwe brody. Autor prawdopodobnie chciał przez to zasugerować, pokazać, że apostołowie Jezusa byli ludźmi w podeszłym wieku doświadczonymi życiowo.
Czy w rzeczywistości jednak tak było?

Najstarszym w tym gronie prawdopodobnie był Jezus i Piotr. Pokazuje to pewien fragment w Słowie: „Gdy Jezus przebywał w Galilei z uczniami, rzekł do nich: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. I bardzo się zasmucili. Gdy przyszli do Kafarnaum, przystąpili do Piotra poborcy dwu drachmy z zapytaniem: Wasz Nauczyciel nie płaci dwu drachmy? Odpowiedział: Owszem. Gdy wszedł do domu, Jezus uprzedził go, mówiąc: Szymonie, jak ci się zdaje: Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych? Gdy powiedział: Od obcych, Jezus mu rzekł: A zatem synowie są wolni. Żebyśmy jednak nie dali im powodu do zgorszenia, idź nad jezioro i zarzuć wędkę! Weź pierwszą rybę, którą wyciągniesz, i otwórz jej pyszczek: znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie!” (Ew. Mt 17,22-27)

Żydzi żyjący w czasach Jezusa byli obciążeni różnego typu podatkami. Do takich opłat należał tzw. podatek pogłówny w wysokości dwu drachmy (czyli przeciętnej zapłaty za jeden lub dwa dni pracy) przeznaczony na wspieranie posługi kapłańskiej w Świątyni Jerozolimskiej. O ustanowieniu tego podatku czytamy w Księdze Wyjścia: „Pan rzekł do Mojżesza: Gdy będziesz liczyć Izraelitów, by dokonać spisu, każdy przy spisie złoży za swe życie okup Panu, aby nie spadło na nich nieszczęście. To zaś winni dać podlegli spisowi: pół sykla według wagi przybytku, czyli dwadzieścia ger za jeden sykl; pół sykla na ofiarę Panu. Każdy podległy spisowi z synów Izraela, mający dwadzieścia i więcej lat, złoży tę ofiarę Panu. Bogaty nie będzie zwiększał, a ubogi nie będzie zmniejszał wagi pół sykla, aby złożyć ofiarę Panu na przebłaganie za swe życie. A wziąwszy te pieniądze jako przebłaganie od Izraelitów, obrócisz je na służbę w Namiocie Spotkania, i będą one na pamiątkę Izraelitom przed Panem jako ofiara zadośćuczynienia za ich życie” (Wj 30,11-16)

W Ewangeliach określenie "apostoł" czyli z greckiego "POSŁANY" związane było ze ścisłym kręgiem uczniów Jezusa, wyznaczonych przez niego.
Jezus powołał dwunastu mężczyzn, których przygotowywał do głoszenia jego nauk i którzy mieli go reprezentować w późniejszym okresie. Imiona pierwszej grupy apostołów można znaleźć u Mateusza (Mt 10:2-4), Marka (Mk 3:16-19), Łukasza (Łk 6:13-16). Nowy Testament nazywa ich także "Dwunastoma". Marek Ewangelista apostołom Jakubowi i Janowi nadał przydomek Boanerges z hebrajskiego Bene-Regesz (Mk 3:17}.
Liczba odnosiła się zapewne do dwunastu pokoleń Izraela (Mt 19,28) i miała symbolizować jego odnowę.
Apostołowie (kolejność według Ewangelii Mateusza):

• Szymon Piotr (Kefas), syn Jonasza, rybak z Betsaidy
• Andrzej, brat Piotra, rybak z Betsaidy
• Jakub (zwany Większym), syn Zebedeusza
• Jan Ewangelista, syn Zebedeusza, brat Jakuba
• Filip z Betsaidy
• Bartłomiej – Natanael z Ptolemaidy
• Tomasz (zwany Didymos)
• Mateusz – Lewi, były poborca podatkowy
• Jakub, syn Alfeusza
• Szymon Kananejczyk (zwany Gorliwym)
• Juda Tadeusz (Judas), syn Jakuba
• Judasz Iskariota, zdrajca Jezusa; po jego samobójstwie wybrany został Maciej.

Niektórzy apostołowie Jezusa byli wcześniej uczniami Jana Chrzciciela. Większość pochodziła z Galilei, podobnie jak Chrystus. Pochodzili z niskiego stanu – co najmniej czterech było rybakami, jeden (Mateusz Lewi) był wcześniej poborcą podatków. Przynajmniej dwóch z nich było kuzynami Jezusa (synowie Alfeusza). Kapłani jerozolimscy pogardzali nimi z powodu braku wykształcenia rabinicznego i galilejskiej gwary. Niektórzy z apostołów, włączając Piotra (Kefasa) byli żonaci (Dz. 4:13; 1 Kor. 9:5). Wszyscy apostołowie byli Żydami.
W gronie Dwunastu Jezus szczególnie traktował Piotra, Jakuba (Większego) i Jana. To ich zabrał ze sobą na Górę Przemienienia i przy nich wskrzesił córkę Jaira. Największą sympatią darzył Jana, który był najprawdopodobniej najmłodszy z grona.

Apostołowie towarzyszyć też mieli Jezusowi w jego podróżach ewangelizacyjnych i wyprawach do Jerozolimy. Byli głównymi odbiorcami nauk Jezusa i świadkami jego cudów. W noc poprzedzającą śmierć Jezusa, spotkali się z nim na wieczerzy paschalnej i towarzyszyli mu w modlitwach w ogrodzie Getsemani. Tuż przed aresztowaniem Jezusa większość apostołów uciekła albo, jak Piotr, wyparła się swego Mistrza. Jeden z nich, Judasz Iskariota, okazał się zdrajcą, który wydał Jezusa; jakiś czas później popełnił samobójstwo.
Po śmierci Jezusa jedenastu apostołów w strachu przed przeciwnikami ukrywało się w jednym z domów w Jerozolimie. Tam odwiedził ich zmartwychwstały Chrystus. Później spotkał się z nimi w Galilei, gdzie nakazał im 'głosić ewangelię ludziom z wszystkich narodów'.

Myślę, że Bóg nie przypadkowo wybrał takich ludzi. W Starym Testamencie w 1 Księdze Samuela 16:7 czytamy: „Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce”.
Wybór młodych i gorliwych uczniów sprawił, że ewangelia została głoszona i przetrwała do dziś.
Wwybór takich ludzi powodował niezadowolenie u faryzeuszy o czym czytamy w Biblii. Ciągłe niezadowolenie, krytyka, osąd i szukanie winy u Chrystusa powodowało, że wielu ludzi po prostu nie wierzyło ewangelii po mimo tego, że i Jezus i uczniowie czynili niezaprzeczalne cuda.

Jeden z kluczowych fragmentów na którym chcę się skupić przedstawia Ewangelia Łukasza:
„Oni zaś rzekli do niego: Uczniowie Jana często poszczą i odprawiają modły, podobnie i uczniowie faryzeuszów, twoi zaś jedzą i piją. A Jezus rzekł do niech: Czy możecie sprawić, by uczestnicy wesela, dopóki oblubieniec jest z nimi pościli?
Lecz przyjdą dni, kiedy oblubieniec będzie im zabrany, wówczas pościć będą.
Powiedział im także podobieństwo: Nikt nie odrywa kawałka z nowej szaty, aby połatać szatę starą, bo inaczej rozedrze nowe, a łata z nowego nie będzie się nadawała do starego.
I nikt nie wlewa młodego wina do starych bukłaków, bo inaczej młode wino rozsadzi bukłaki i samo się wyleje, i jeszcze bukłaki zniszczeją.
Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków.
I nikt napiwszy się starego, nie chce od razu młodego;
Mówi bowiem: Stare jest lepsze.”
(Ew. Łk 5, 33-39)


Pan Jezus przestrzegał przed formalizmem, który jest niczym innym, jak pewną odmianą obłudy, przed którą ostrzega Pismo: „biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze – obłudnicy” (Ew. Mateusza 23:13), „lud ten czci mnie wargami, (…) ale serce ich daleko jest ode mnie” (Ew. Mat 15:8-9).
Na przykładzie starego i nowego bukłaka Jezus pokazał ten konflikt bardzo wyraźnie.
Stary bukłak to stara forma. Stary wyuczony system, stary sposób myślenia. Tradycja, religijność, przywiązanie do pewnych ustalonych praw i zasad. Do starego bukłaka w pełni nowe wino nie może zostać wylane bo pęknie. Innymi słowy jeśli człowiek nie uniży się przed Panem Bogiem nie otworzy swojego ducha na Boże działanie, korektę, nie nawróci się, nie zmieni myślenia i nie będzie pragnął nowego,stałego i codziennego działania Ducha Świętego w swoim życiu to wtedy Bóg jest po prostu przez nas samych w naszym życiu ograniczony.
Dziś faryzeusze są kojarzeni z hipokryzją i obłudą jednak w czasach Jezusa faryzeusze byli ludźmi tradycji. Reprezentowali żydowską religijność ludową. Wypracowali sobie w latach 60 p.n.e.-70 n.e. swoistą hierarchię i strukturę. Tworzyli gminy, na czele których stali uczeni w piśmie "mistrzowie" lub "nauczyciele" (hebr. Rabbi).
Byli dobrze wyedukowanymi nauczycielami ludu, byli sędziami i ludźmi nie zwykle poważanymi. Stali na straży prawa Mojżeszowego, byli wpływowi w społeczności Żydowskiej. Znali pisma i przykazania a mimo to często sami nie przestrzegali ich. Chrystus taki ich określa: "Strzeżcie się uczonych w Piśmie, którzy z upodobaniem chodzą w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku..." (Łk 20:46)


Duch Święty jest symbolem nowego wino, które wlewa się w nowy bukłak czyli w nawróconego, otwartego i przemienionego człowieka.

Myślę, że to właśnie z tego powodu tak wiele dziś na świecie podziałów i nienawiści między chrześcijanami. Mimo, że często wyznajemy tego samego Chrystusa. Czytamy tą samą biblie to krytykujemy siebie na wzajem. Osądzamy czy potępiamy za to czego sami nie rozumiemy. Czasami w zazdrości tak jak faryzeusze nie uznajemy uzdrowienia czy uwolnienia kogoś przez Boga. Tylko dlatego, że nie nastąpiło to taki sposób jakiego jesteśmy nauczeni. Zdarza się, że tym samym odrzucamy Pana Boga, który chce do nas dotrzeć.
Człowiek który jest jak nowy bukłak szuka i pragnie nowego wina - Ducha Świętego. Człowiek natomiast, który reprezentuje symbol starego bukłaka koncentruje się na tym, żeby upewnić się, że to co się dzieje się wokół pasuje do starej formy (RELIGIJNOŚCI) do jakiej został przyzwyczajony i nauczony.
Chrystus nigdy nie zgrzeszył a mimo to był w nienawiści u tak wielu. Jezus Chrystus w rzeczywistości paradoksalnie został ukrzyżowany przez ludzi religijnych. Oskarżany był o współpracę z diabłem, kiedy to w potężny sposób uzdrawiał i uwalniał ludzi.
"Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć. A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: "Czyż nie jest to Syn Dawida?" Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: "On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy". 25 Jezus, znając ich myśli, rzekł do nich: "Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo? I jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże. Albo jak może ktoś wejść do domu mocarza, i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże? I dopiero wtedy dom Jego ograbi. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza. (Ew. Mat 12, 22:30)
W innym miejscu Piotr, którego Jezus wybrał na ucznia i apostoła mówi:
"On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego.” (1 Piotra 2,21-22)

Dlaczego Jezus wybrał takich uczniów? Myślę, że dlatego, że byli młodzi, gorliwi i otwarci. Byli "powołani" żeby sprawiedliwość Boża objawiła się w ich życiu a Królestwo i Chwała Boża przenikała te miejsce, do których szli. Przyjmowali i stosowali to czego nauczyli się od swojego Mistrza. Byli też gotowi ponieść każdą cenę by wypełniła się Boża wola nawet cenę najwyższą - utratę własnego życie.
Ze źródeł historycznych wiadomo, że wielu uczniów Chrystusa zmarło śmiercią męczeńską w taki sam albo podobny sposób jak Jezus Chrystus.
Czas jaki Chrystus spędził z uczniami był na pewno niezwykle ciekawy. Uczniowie widzieli i słyszeli co ich Mistrz - Jezus robił każdego dnia. Żyli obok niego, uczyli się od niego nieść prostą Ewangelie wszędzie tam, gdzie prowadził ich Duch Święty. Uczyli się modlić z wiarą i doświadczali tym samym Bożej mocy, uzdrowień i uwolnień. Niezwykłe jest to, że tłumy ludzi słyszały i widziały jak Jezus modli się o uzdrowienia chorych a Ci natychmiast byli uzdrawiani. Niestety tylko nie liczni podążali za nim i stawali się jego prawdziwymi uczniami.

„Przeto bracia moi, i wy umarliście dla zakonu przez ciało
Chrystusowe, by należeć do innego, do tego, który został wzbudzony z martwych, abyśmy owoc wydawali dla Boga.
Albowiem gdy byliśmy w ciele, grzeszne namiętności rozbudzone przez zakon były czynne w członkach naszych, aby rodzić owoce śmierci.
Lecz teraz zostaliście uwolnieni od zakonu, gdy umarliśmy temu, przez co byliśmy opanowani, tak iż służymy w nowości ducha, a nie według przestarzałej litery”
(Rzym. 7, 4:6)



W takim razie... Czy chcesz być prawdziwym uczniem Jezusa? a może już nim jesteś!?

Pozdrawiam serdecznie każdego :)
Rafi.

czwartek, 15 marca 2012

"I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi". Kilka myśli...



W Ewangelii Jana 8, 31:36 jest napisane :

"Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie. I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi. Odpowiedzieli mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy u nikogo w niewoli. Jakże możesz mówić: Wyswobodzeni będziecie?
Jezus im odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, każdy, kto grzeszy, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje na zawsze, lecz syn pozostaje na zawsze. Jeżeli Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie".


Kiedy miałem 15 lat. Moja kochana mama zaprosiła mnie na spotkanie do kościoła protestanckiego. Gdzie pewien pastor dzielił się w niezwykle prosty sposób tym jak Bóg zmienił jego życie i jak ze zdemoralizowanego człowieka zmienił się w praktykującego, nawróconego chrześcijanina. Opowiadał jak jego relacja z rodziną została odnowiona. Jak został uwolniony z alkoholizmu i jak, jego całe życie uległo pozytywnej zmianie. (Ten człowiek do dziś jest pastorem i chodzi z Panem Bogiem).
Bez zastanowienia "oddałem moje życie Jezusowi".
Pomodliłem się na głos z tym, że właśnie człowiekiem i zapragnąłem poznać Jezusa tak jak on sam z pasją o nim opowiadał.

Przez kilka kolejnych lat chodziłem do kościoła regularnie, ale moje życie nie uległo jakiejś większej zmianie. Czytałem biblie, modliłem się, ale prawdziwe nawrócenie nie nastąpiło. Nie chciałem rezygnować z imprez, znajomych, dziewczyn czy muzykowania po knajpach. Tak naprawdę nie chciałem się zmieniać. Było tyle rzeczy, które chciałem spróbować, że odstawiłem pójście za Bogiem na później.

I tak minęło około 4 lat, aż doszedłem do miejsca, gdzie musiałem wybrać. Albo życie z Bogiem na maksa i koniec z udawanym chrześcijaństwem albo podążanie za "swoim ego". Pamiętam jak modliłem się wtedy przed zaśnięciem: "Boże nie chcę być hipokrytą, zmień moje życie. Nie chcę udawać chrześcijanina. Kocham Cię i przepraszam. Amen". Tak mniej więcej wyglądała moja regularna i szczera modlitwa.

Po jakimś czasie Bóg odpowiedział.
Zostałem poproszony przez pewną osobę w moim kościele do zagrania w spektaklu ewangelizacyjnym pt: "Bramy Nieba-Płomienie Piekła". Spektakl ten jest zbiorem różnych scenek, w których to ludzie dokonują życiowego wyboru pójścia za Bogiem albo pójścia w przeciwnym kierunku. Każda scenka kończy się śmiercią i każdy z bohaterów staje przed aniołem trzymającym księgę życia. Następuje podział. Ci, którzy wybrali Jezusa i ich imiona są zapisane w księdze życia idą do nieba. Pozostali którzy odrzucili Boga idą do piekła.
Dla potwierdzenia, że księga życia jest realna wersety z biblii:

"I nie wejdzie do niego nic nieczystego ani nikt, kto czyni obrzydliwość i kłamie, tylko ci, którzy są zapisani w księdze żywota Baranka".
(Obj. 21:27)


"I oddadzą mu pokłon wszyscy mieszkańcy ziemi, każdy, którego imię nie jest od założenia świata zapisane w księdze żywota Baranka, który został zabity".(Obj.13:8)

"Zwycięzca zostanie przyobleczony w szaty białe, i nie wymażę imienia jego z księgi żywota, i wyznam imię jego przed moim Ojcem i przed jego aniołami". (Obj. 3:5)

Spektakl jest niezwykle efektowny z dużą ilością stroboskopów i mocnej muzyki.
Już w trakcie oglądania ludzie zastanawiają się czy iść za Bogiem czy nie. Zagranie w tym było dla mnie trudnym wyborem. Spektakl ten miał być wystawiany w moim mieście Lubinie przez kilka dni w największej sali teatralnej liczącej kilkaset miejsc. Wiedziałem, że jest to dla mnie konfrontacja z samym sobą. Walczyłem z myślami i postanowiłem, że nie zaprę się Chrystusa i wystąpię w nim po mimo wszystko.

Zaprosiłem cała klasę z technikum, kumpli z podwórka, rodzinę i znajomych. Praktycznie każdego kogo mogłem. Wiedziałem, że nie mam wyjścia jeśli chcę na serio pójść za Jezusem. Bóg posłużył się mną. Od tego momentu moje życie zaczęło się zmieniać. Musiałem badać i pilnować swoje serce. Widziałem, że jeśli będę udawał chrześcijanina to ludzie to szybko dostrzegą i będą mnie traktować tak jak tego nie chciałem. Najgorsze, że wiedziałem też, że jakiekolwiek dwulicowe podejście będzie szybko zdemaskowane i odebrane tak, że nie ja, lecz to Jezus będzie wyśmiany. Wiedziałem, że nie było wyjścia na wymówki.

Te osoby, które przyszły zobaczyć ten spektakl były pod wielkim wrażeniem. Mnóstwo ludzi oddawało swoje serca Bogu. Ci, których zaprosiłem zadawali mi pytania co się stało, że w nim zagrałem? Czy kocham Jezusa na serio tak jak w tej roli, którą grałem? Muszę przyznać, że bohater w którego się wcieliłem był największym szczęściarzem na świecie. Po dobrej i krótkiej pogawędce z kumplem na budowie pomodliłem się szczerze o przyjęcie Jezusa do swojego serca. Ściana, którą właśnie skończyliśmy budować zawala się na nas i obaj trafiamy.. gdzie?? do NIEBA!!!!!! Alleluja:)

Następne moje lata życia z Bogiem były etapem nawracania się do Niego. Oddzielania od hipokryzji, od rzeczy o których wiedział tylko Bóg, powierzchownego chrześcijaństwa, "ściemy i innych pielęgnowanych grzeszków". Ściągałem ukryte maski, obnażałem zakamuflowane grzechy, przepraszałem i pokutowałem, wybaczałem i prosiłem o wybaczanie. Czym bardziej szukałem Boga tym bardziej on mnie zmieniał. Czym więcej pragnąłem Go poznać tym bardziej pokazywał mi kim ON dla mnie jest.
Pragnąłem JEGO prawdy, życia w prawdzie i mówienia prawdy! I tak jest do dzisiaj.
Jestem wolnym człowiekiem, ale muszę dbać i pilnować tej wolności. Chcę mięć dobrą i codzienna relacje z Panam Bogiem, choć wcale nie jest zawsze łatwo.

Chrystus powiedział:
"Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie".
(Ew.Jan 14,6)


Myślę, że najtrudniejszą rzeczą do zrobienia dla człowieka jest zmiana swojego życia i praca nad swoim charakterem. Dzięki Jezusowi, ten proces nawrócenia następuje w realny sposób. To trwa jakiś czas i dla każdego jest to inny proces. Ilekolwiek i jakkolwiek by to nie trwało jeśli szczerze szukamy Pana Boga to On ZAWSZE daje się nam znaleźć, pomaga zmieniać i to przynosi wyswobodzenie.

"Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu".
(Iz 55,6-7)


Prawda jest przeciwieństwem kłamstwa, obłudy, nieprawości, fałszywej pobożności czy jakiegoś innego jawnego lub ukrytego grzechu.

"Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie. i naśladuje mnie! Kto bowiem chce zachować dusze swoją, straci ją, kto zaś straci duszę swoją dla mnie ten, ten ją zachowa.
Bo cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, jeśli siebie samego zatraci lub szkodę poniesie. Kto bowiem wstydzi się mnie i moich słów, tego i Syn Człowieczy
wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale swojej i Ojca, i aniołów świętych".
(Łk 9,23-27)


Muszę codziennie pilnować swojego serca, moich motywacji, muszę dbać bym żył każdego dnia z wolnym sercem i zadowoleniem, tak, żeby Bogu podobało się moje życie.
W prawdzie nie może być kłamstwa. Tak jak w światłości nie może być ciemności.

"Owocem światłości jest wszelka dobroć i sprawiedliwość, i prawda".
(Efez. 5,9)


"Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, zdąża do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego są dokonane w Bogu".
(Ew.Jan 3, 21)


Biblia-Słowo Prawdy jest listem pełnym miłości od Taty do swojego dziecka do Ciebie i do mnie.
Jeżeli ufamy Bogu to robimy to do czego nas zachęca. Po co? Bo wiemy, że Tata chce dobrze dla nas. Dlaczego? Bo nas kocha! Jak?
Bezgranicznie, PRAWDZIWIE i na zawsze.

Rafi.

czwartek, 12 stycznia 2012

"2012 i co dalej?" jest nadzieja:)




Ciekawe jak szybko przemija czas!? A może to my za szybko biegniemy i nie jesteśmy w stanie zatrzymać się na chwilę, oderwać od codzienności, uciec do Pana Boga. Wyłączyć telefon i spędzić z nim czas.

Ciekawe jak ludzie w panicznym strachu spostrzegają ten rok. Apokalipsa, koniec świata. Ciekawe jest też to, że w tych wielkich dyskusjach o nadchodzącym końcu świata nie ma sensownej odpowiedzi na to jak uchronić się przed nadchodzącą śmiercią.

Nie chcę się rozwodzić co będzie jak będzie.. Dzisiaj krótko uczestniczyłem w takiej dyskusji z kolegami w pracy. Jeden z nich uprawia w swoim ogrodzie różne warzywa i owoce, nawet ma specjalne akwarium do hodowli jadalnych ryb. Wszystko po to by się zabezpieczyć przed klęskami głodu, powodzi, jakkolwiek to nazwać.
Wcale nie głupi pomysł...
Jednak, zabezpieczenie swojego ciała nie daje nam żadnej gwarancji ocalenia swojej duszy, zwłaszcza jeśli nie wierzymy, że Bóg istnieje. Smutne!

Osobiście i szczerze mówiąc nie mam recepty na wszystkie odpowiedzi ale mam Chrystusa, który jest odpowiedzią na wszystko:)) Wystarczy go szukać z całego serca!

Rok 2011 nie był wcale łatwy dla mnie i mojej rodziny. Przechodziliśmy przez różne trudności i wiem, że wcale nie byłem w tym sam. Sporo moich znajomych i przyjaciół zmagało się z różnymi rzeczami.
Rok 2011 był też kolejnym rokiem w którym Pan Bóg był wierny i łaskawy.
I jest taki cały czas:))Jemu Chwała za to:))

Od kilku lat mam w życiu takie Słowo, które staram się również wypełniać.

„Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane”. (Mat 6:33)

Co to oznacza?
Mamy szukać Pana Boga, jego woli dla swojego życia. Myśleć o Nim, żyć z Nim codziennie, starać się z całego serca wypełniać Jego Słowa w naszym własnym życiu.
Szukanie sprawiedliwości jest jednym z warunków błogosławieństwa o którym mówił Pan Jezus w kazaniu na górze:

„Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios” (Mat 5,10)

W innym miejscu:
„Chociażbyście nawet mieli cierpieć dla sprawiedliwości, błogosławieni jesteście. Nie lękajcie się więc gróźb ich i nie trwóżcie się” (1 Piotra 6,14)

Więc czego mamy się lękać?
Cokolwiek się stanie w 2012, jeśli będziemy trwali w bliskości z Bogiem możemy być pewni, że jesteśmy bezpieczni.
Postanowienia noworoczne takie jak będę lepszy nie spowodują, że coś się zmieni w naszym życiu dopóki nie będziemy szukać Pana Boga z całego serca. Tylko Bóg jest w stanie zmienić myśli i serce człowieka. Kiedy szukamy Go on daje się nam znaleźć. Tata w niebie ma zawsze czas dla swoich dzieci. On się nigdzie i donikąd nie spieszy tak jak my.

„Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Dzięki, któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nie tylko to, chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość, A cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieję, A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany". (Rzym 5, 1:5)

Życzę każdemu by ten rok 2012 był lepszy w tym sensie, że jesteśmy (ja też) bliżej Pana Boga jak nigdy dotąd.
Dziękuje też bardzo, bardzo mojej żonce, rodzinie, wszystkim przyjaciołom i znajomym, którzy szukają Pana Boga z całego serca i są dla mnie zachęta.

Rafi.