środa, 15 grudnia 2010

Wigilijne spotkanie AGAPE 19 Grudnia niedziela godz.14:00



Wesołych Świat.

Chwała Jezusowi, że Święta Bożonarodzeniowe są dzięki Niemu!!!:))
Z tej okazji możemy spotkać się razem by błogosławić się nawzajem i spędzić ze sobą dobry czas.

Zapraszam serdecznie każdego na wigilijne spotkanie Polskiej Grupy:
 AGAPE o 14:00 w niedziele 19 grudnia
Zabierz ze sobą rodzinę, przyjaciół, znajomych
Przyniesienie ze sobą jakieś dobrej potrawy, sałatki, ciasta itp, itd... jest jak najbardziej wskazane:))
Jeżeli nie lubisz gotować albo nie masz na to czasu..  zamówimy pizze:))

Po spotkaniu, po sprzątaniu:))... możemy zostać na koncert Bożonarodzeniowy w Kościele St.Marks,
który odbędzie się o godz. 19:00

Zapowiada się ciekawy dzień.
Niech Bóg Cie błogosławi:))


piątek, 10 grudnia 2010

Coraz bliżej świeta... 'Bóg jest z nami' Koncert Bożonarodzeniowy

Niedziela 12 i 19 grudnia o godz 19:00 Kościół St.Marks zaprasza każdego
na wyjątkowy koncert Bożonarodzeniowy.

Żywa, pełna energii muzyka:)
Entuzjastyczny chór z zespołem wykona przeróżne aranżacje kolęd: 
jazz, classic, celtic, pop, gospel. 
Usłyszysz prawdziwe, pełne nadziei historie ludzi.
Po koncercie - poczęstunek!:)

Zabierz rodzinę, przyjaciół, znajomych.
 Będzie naprawdę niezapomniane przeżycie i fantastyczny klimat..!!:))  

środa, 8 grudnia 2010

'Moc przebaczania'... prawdziwa historia pewnej dziewczyny



Kiedy dzieje się nam krzywda, mamy wybór: możemy pozostać w bólu i nieprzebaczeniu albo współdziałać z Bogiem, przebaczając. Nieprzebaczenie to rozdrapywanie zadanej nam rany, tkwienie dalej w bólu, który będzie się nasilał. Im dłużej rozdrapujemy ranę, tym dłużej będzie się ona goiła, dłużej potrwa też później proces uzdrowienia.

Najdotkliwszą raną, jaką zadano mi w życiu, było molestowanie mojego dziecka poprzez osobę uczęszczająca do tego samego kościoła. Moją pierwszą reakcją, kiedy się o tym dowiedziałam, było rozdrapywanie tej rany poprzez pogrążanie się w nieprzebaczeniu i  knuciu zemsty. Jak to na mnie działało?  Z powodu nieprzebaczenia traciłam kontakt  z Panem, odwracałam od Niego wzrok, a kierowałam go na osobę, która nas skrzywdziła. A przecież Biblia w liście do Hebrajczyków 12.2 mówi, że mam patrzeć: Na Jezusa sprawcę i dokończyciela wiary, z kolei list św. Pawła do Kolosa 3.2 stwierdza: O tym, co na górze myślcie, a nie o tym, co na ziemi. Nieprzebaczenie sprawiało, że myślałam o tym, co na ziemi, koncentrowałam się na tym, co bolało, a zapominałam o Panu, który mógł nam pomóc. Biblia mówi: 
A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia Jego są powołani (Rzym 8.28).  
Bóg współdziała  z nami wierzącymi  i ufającymi  Mu, współdziała, czyli działa razem z nami ku dobremu, aby przygotować nam dobrą przyszłość. A współdziała się z Nim poprzez posłuszeństwo Jego Słowu, poprzez wykonywanie go. Zrozumiałam to wtedy, kiedy Pan uczył mnie przebaczenia. To On dokonywał we mnie zmian, których nie byłam w stanie wykonać. Pan wymaga, abym wybaczała, co więcej Pan stwierdza, że jeśli nie wybaczymy ludziom, On też nam nie wybaczy naszych grzechów.  W Ewangelii Mateusza 6.14-15 czytamy:  Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski.  A jeśli nie odpuścicie ludziom i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinię waszych.

Sama złość
Wiem, że gdybym zapytała chrześcijan, którzy są rodzicami, czy wybaczyliby osobie, która molestowała ich dzieci, większość z nich zawahałaby się lub zdecydowanie  odpowiedziała „nie”.  Ja też nie mogłam zrozumieć, dlaczego mam tak straszną rzecz wybaczyć, byłam nawet zła na Jezusa i zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego On umarł też za pedofilii?”. Nie zdając sobie sprawy, że dla Boga każdy grzech jest obrzydliwością, byłam zła na cały świat, na siebie, na Boga, że dopuścił do tej sytuacji, na cały tamten zbór i na wszystkich ludzi, których to nie spotkało.  Często ze złością myślałam: „Boże, dlaczego właśnie mnie to spotkało? Przecież w tym kościele było tyle innych dzieci, a trafiło akurat na moje”. Nienawidziłam  też siebie za to, że zaufałam takiemu człowiekowi  i że zostawiłam z nim dziecko. Ogólnie nienawidziłam wszystkich wokół, łącznie z sama sobą i Bogiem. Przestałam chodzić do kościoła, ponieważ mimo że te tragiczne zdarzenia miały miejsce  w innym miejscu, ten zbór kojarzył mi się z tą osobą, która skrzywdziła moje dziecko. Pan jednak cały czas opiekował się sie mną, o czym opowiem później.

Dlaczego mam przebaczyć 
Kiedy już proces uzdrowienia trwał, Pan leczył zadaną mi ranę a mój stan psychiczny się poprawiał, zapytałam: ,,Panie, dlaczego  w ogóle mamy przebaczać?”.  Pan odpowiedział mi wersetem z Listu do Efezjan 6, 12: Gdyż bój toczymy nie z krwią i ciałem, lecz z nadziemskimi władcami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. 
Co to dla mnie oznacza? To oznacza, że jeżeli nie przebaczę, to występuję nie przeciwko krwi i ciału, czyli przeciwko osobie, która nas skrzywdziła, ale przeciwko właśnie zwierzchnościom, przeciwko władcom świata ciemności i złym duchom w okręgach niebieskich. Jeśli trwam w nieprzebaczeniu panują nade mną władcy ciemności, czyli przez gniew, strach, rozpacz, użalanie sie nad sobą, depresja, niechęć do życia, nałogi, itd. I jestem w ciemności, dlatego, że nieprzebaczenie sprawia, że nienawidzę.  Pierwszy list Jana 2.9 I 11 mówi: Kto mówi, że jest w światłości, a brata swego nienawidzi, w ciemności jest nadal,  kto zaś nienawidzi brata swego, jest w ciemności i w ciemności chodzi, i nie wie, dokąd idzie, gdyż ciemność zaślepiła jego oczyNie pamiętam wiele z tego czasu, gdy miotały mną silne emocje, bo żyłam wtedy jak w transie.  Wyglądało to mniej więcej tak: rano wstawałam z negatywnym nastawieniem  i gdziekolwiek szłam, to rozglądałam się za osobą, która nas skrzywdziła. W głowie knułam zemstę, chciałam zdemaskować go przy wszystkich na ulicy, zdradzając całemu światu, że to pedofil, pobić, wepchnąć pod samochód. W nocy opanowywał mnie strach. Bałam się zasnąć, ponieważ wydawało mi się, że sprawca mógłby włamać się do mnie do domu i np.: porwać dziecko czy nas zabić, wolałam więc nie spać i czuwać. Dochodziło do tego, że trzymałam rurę od odkurzacza pod łóżkiem, w razie gdyby pojawiło się zagrożenie.  Udawało mi się zasypiać na chwilę, ale zawsze znów budziłam się ze strachem. Funkcjonowałam tak przez pewien czas, nie będąc żadnym wsparciem dla własnego dziecka, które wtedy najbardziej potrzebowało mnie i mojej miłości. Tak było, dopóki  pewna kochana siostra w Chrystusie zdradziła mi, że Pan jej powiedział, bym wybaczyła, bo inaczej stanę się wrakiem człowieka.  Byłam bardzo zła na Boga,  że w ogóle ode mnie tego wymaga i na tę siostrę, że mi to powiedziała. Pomyślałam: „Ciekawe, czy Ty byś wybaczyła, gdyby Tobie coś takiego się przytrafiło”.  To była reakcja mojej upadłej, ludzkiej natury. W głębi serca wiedziałam, że mówił przez nią Bóg.

Proces uzdrowienia 
Bóg wie że osoba, której nie wybaczamy, nie męczy się przez nasze niewybaczenie. To my się męczymy, to my odczuwamy żal, rozpacz, to my cierpimy.  Bóg doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nieprzebaczenie  przeradza się w zgorzknienie i gniew, a to krzywdzi nas i naszych bliskich. Osoba, która cierpi, rani innych i zawsze są to bliskie nam osoby, które nie są niczemu winne. Ja raniłam własne dziecko, które potrzebowało mojego wsparcia i miłości. Krzyczałam na nie, byłam wobec niego agresywna i negatywnie nastawiona, bo nie potrafiłam wybaczyć osobie, która je skrzywdziła. Gniew na jedną osobę przeradza się  w gniew na cały świat, na Boga i na nas samych.  Chodzimy zagniewani na cały świat, nieustannie zagniewani, bo każdy jest winny w naszych oczach, nawet ofiara. Dlatego Bogu tak bardzo zależy, abyśmy wybaczali. Tak, masz wybaczyć, masz wybaczyć osobie, która  na to nie zasługuje.  Bo rzecz nie w tym, czy ktoś zasługuje na nasze wybaczenie, czy nie, nie chodzi o tę osobę, chodzi o Ciebie.  Przebaczenie jest niezbędnym elementem w procesie uzdrowienia.  To, że sprawca przyznał się do winy i poprosił policję, aby mnie przeprosiła w jego imieniu, w ogóle mi nie pomogło w przebaczeniu, wręcz przeciwnie - wzmogło  uczucie złości. „Jak on w ogóle śmie mnie przepraszać? Czy on mi ukradł zegarek? Nie, molestował moje dziecko! I śmie przepraszać!” - krzyczała moja upadła, ludzka natura. Przebaczenie jest wbrew ludzkiej naturze - ludzka natura oczekuje zadośćuczynienia. Na szczęście przebaczenie nie jest uczuciem, jest decyzją.  Decyzją, której nie potrafiłam podjąć, ale wiedziałam, że Pan jej ode mnie chce. 

Zemsta nie moja sprawa
Przebaczenie nie oznacza, że wycofam sprawę z sądu i pozwolę tej osobie nie ponieść konsekwencji, ale oznacza, że nie będę już więcej tej osobie złorzeczyć. Jeżeli ktoś nas skrzywdził, musimy pamiętać, że zemsta należy do Pana. Możemy użalać się, nad sobą i opowiadać ludziom, jaka krzywda nas spotkała. To zachowanie jest dopuszczalne tylko  w pierwszym stadium, kiedy potrzebuje się wsparcia od braci, modlitwy, lecz jeśli w tym trwamy, przeradza się to później w sposób życia. Powinniśmy przyjść do Pana i czerpać od Niego, aby móc wybrać drugą opcję, czyli opowiadanie ludziom, co Bóg dla nas w tej sprawie uczyni.  Wybrałam tę drugą  opcję, dzięki czemu Pan napełnia moje serce pokojem i czyni cudowne rzeczy.Każdy z nas został kiedyś przez kogoś zraniony, wielu z nas było ranionych wielokrotnie przez znajomych, rodziców, przyjaciół lub nawet braci w Chrystusie. I każdy z nas stoi przed wyborem - wybaczyć czy nie. Ja nie byłam wstanie wybaczyć, chciałam zemsty i jak myślałam o przebaczeniu, przechodziły mnie ciarki, ale wiedziałam też, że taka jest wola Pańska, bo tak mówi Biblia. Biblia mówi, że Pan daje chcenie i wykonanie i tak właśnie stało się w moim przypadku. Powiedziałam: „Panie, podejmuję decyzję, że wybaczam temu człowiekowi”. I co się stało? Była noc. Wcześniej trwałam każdej nocy w strachu, a teraz przestałam się bać, zwierzchności odpuściły, odeszły ode mnie poprzez decyzję o przebaczeniu. Tej nocy zasnęłam normalnie pierwszy raz od wielu miesięcy.Przebaczenie jest procesem, dalej jestem w tym procesie, ale rana coraz mniej boli. Wciąż muszę walczyć, kiedy zauważam, że znów nieprzebaczenie próbuje wrócić i wkraść się do mojego serca, ale za każdym razem przebaczenie jest łatwiejsze i zwyciężam. 

Finisz 
Pan cały czas opiekuje się nami, dał nam wspaniałą wspólnotę wierzących, dał nam terapię psychologiczną, otacza nas ze wszystkich stron.  Pan objawił mi, jaką ma wolę dla mojego życia, zmienia mnie, postawił mnie w miejscu łaski. Teraz, z perspektywy czasu wiem, że On wie najlepiej i wszystko dobrze uczyni. Mieszkam w Irlandii, gdzie wiele spraw ciągnie się bardzo długo, wciąż czekam na sprawę w sądzie.  Na początku byłam na to bardzo zła, ponieważ uważałam, że skoro osoba  ta przyznała się już, to sprawa powinna się odbyć jak najszybciej.  Ale Pan powiedział mi, że to Jego łaska dla mnie, ponieważ On postawi mnie na tej sali sądowej wtedy, kiedy będę  na takim etapie uzdrowienia, że spotkanie tej osoby, nie sprawi mi bólu.  Chwała Mu za siostry i braci z Olsztyna, którzy modlili się za mnie wtedy, kiedy nie miałam jeszcze styczności ze zborem w Dublinie, chwała Panu za ludzi ze zboru  z St. Marks, którzy okazali nam wielkie miłosierdzie, kiedy do nich przyszliśmy, chwała Mu za siostry i braci którzy się o mnie modlą. Chwała Panu za te, że nie pozostawił nas w ciemności, albowiem Jezus powiedział: Ja, jako światłość przyszedłem na świat, aby nie pozostał w ciemności nikt, kto wierzy we Mnie (Jan 12:46).  Niósł mnie na rękach wtedy, kiedy nie miałam siły iść, dał mi siostry i braci, którzy będąc tysiące kilometrów ode mnie, modlili się o mnie, kiedy ja nie miałam siły się modlić i kiedy wersety z Biblii były dla mnie abstrakcją.  To była moja próba wiary i chwała Panu za to,  że mnie przez nią przeprowadził. 
W książce ,,Piękno z popiołów. Droga do emocjonalnego uzdrowienia” Joyce Meyer napisała: „Bóg jest Mistrzem w wyprowadzaniu ludzi z doliny zniszczenia i wprowadzaniu ich na wyżyny całkowitego zwycięstwa’’. Nie jestem jeszcze na tej wyżynie, jestem w drodze, idę tam i zamierzam dojść, bo wiem ze Bóg jest wierny. Jemu niech będzie chwała na wieki. Amen:))

wtorek, 16 listopada 2010

"Choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę boś ty ze mną..." prawdziwa historia uzdrowienia

Witaj. 
Chciałbym opowiedzieć Ci nasza historie...

4 lipca 2009 o godzinie 04.24 w szpitalu położniczym ROTUNDA w Dublinie, urodziła się nasza córeczka Olivia Janowska.Przeżyliśmy najtrudniejsze chwile w naszym życiu.
Olivia to nasze pierwsze dziecko. Kiedy zobaczyliśmy nasz pierwszy skan i kiedy dowiedzieliśmy się ze urodzi się nam dziewczynka  bezspornie i bardzo szybko wybraliśmy dla niej imię – OLIVIA:-)
W czwartek wieczorem 2 lipca Agnieszka miała silne skurcze porodowe, czekaliśmy na przyjście Olivii na świat do soboty rano.
O godzinie 03.30 - zaczęło się. Nastąpił poród.
Niestety nastąpiły pewne komplikacje co przyczyniło się do porodu cesarskiego.
Cesarka była bardzo długa i trudna. Personel medyczny nie był w stanie wyciągnąć Olivii z brzuszka Mamy. Było kilka różnych powodów, o których dowiedzieliśmy się później.
W ostatniej minucie jeden z wybitnych doktorów z wielkim trudem wyciągnął Olivie z łożyska mamy. Jak się później dowiedzieliśmy doktor ten przyjechał do szpitala odebrać poród swojej jedyne pacjentki. Niesamowite! Doktor z wielkim trudem wyciągnął Olivię z macicy ponieważ jej główka utknęła w miednicy Agnieszki. Gdy tak czekałem na żonę z maleńką Olivią, która wyglądała cudownie,
około 6 rano kolejny lekarz poinformował mnie o negatywnym następstwie tej trudnej cesarki. Agnieszka straciła 3,5 litra krwi i musiano ja natychmiast operować.

Modliłem się jak umiałem aby Bóg nam pomógł..
 Bylem bardzo zmęczony, niewyspany i sfrustrowany. Jedyne czego chciałem to zobaczyć moja ukochana żonę jak najszybciej i być w trójkę razem. Dobiła mnie kolejna informacja około godziny 09.30 od kolejnego doktora, który poinformował mnie o pogorszeniu sytuacji. Przeprowadzono kolejny zabieg. Operowano Agnieszkę, gdyż krwotok nie ustępował. Agnieszka straciła kolejne litry krwi.
Przetoczono jej w sumie 6.3 litrów krwi (18 x 350 mililitrów krwi).
Nie bylem w stanie cieszyć się z przyjścia Olivii na świat. Płakałem, martwiłem się, nie wiedziałem już jak się modlić i co robić by pomóc mojej zonie.
Wysłałem wiadomości tekstowe do rodziny, przyjaciół i znajomych chrześcijan aby się o nas modlili.
Bylem załamany. Miałem mnóstwo negatywnych myśli, czułem się samotny i opuszczony. Coraz mocniej atakowały mnie natrętne myśli o śmierci Agnieszki, ze będę samotnie wychowywał nasze dziecko.
Zadzwoniłem do naszej wspólnej przyjaciółki JENNY i drżącym głosem opowiedziałem jej w skrócie nasz problem.
Jenny powiedziała, żebym się nie martwił i ze powiadomi kogo trzeba aby się o nas modlono.
Jakiś czas później Bóg mnie zaskoczył w swojej miłości i trosce o mnie i moja rodzinę..
Bóg przypomniał mi o książce, która czytałem kilka miesięcy przed porodem Agnieszki.
Książka ta nosi tytuł ‘Dobry Bój Wiary’ Alana Vincenta.Alan dzieli się w swojej książce doświadczeniami z własnego życia jak skutecznie się modlić przeciwko diabłu w trudnych chwilach.

Bóg pokazał mi, że te złe, negatywne myśli o śmierci mojej żony pochodzą od diabla, który nienawidzi każdego, zwłaszcza Chrześcijan. Modliłem się słowami z 2 Księgi Mojżeszowej, rozdział 22, wersety 1 i 4 przeciwko złodziejowi.


"Jeżeli ktoś ukradnie wolu lub owce, a potem je zarżnie lub sprzeda, odda pięć wołów za wołu, a cztery owce za owce"

"Jeżeli w jego posiadaniu znaleziono coś, co skradł, czy to wołu, czy jagnię jeszcze żywe winien zapłacić podwójnie".

 Modliłem się w wierze i wypowiadałem słowa na głos przeciwko szatanowi za to, że próbował zabić moja żonę i okraść nas z naszego szczęścia.

Modliłem się ogłaszając w wierze, że przez to, iż diabeł próbował zabić moją żonę i tym samym okraść nas z tego, co dobre, co zbudowaliśmy jako małżeństwo, będzie musiał oddać. Modliłem się, że tak jak kiedyś złodziej oddawał podwójnie lub pięciokrotnie tę sama rzecz, diabeł ‘zapłaci’, oddając życie dwóch innych chrześcijańskich matek, które będą w podobnej sytuacji, co moja żona. W tej modlitwie czułem moc Ducha Świętego i autorytet, który dał mi Jezus Chrystus.
Czułem moc i prowadzenie Boga w tej modlitwie. Nie zgadzałem się ze śmiercią mojej żony i osieroceniem naszej córki. Nie zgadzałem się z myślami, że będę wdowcem.
Czułem, kiedy się modliłem, jak prawnie zabieram to, co do mnie i mojej rodziny należy.
Jezus dodawał mi sił do strategicznej modlitwy przeciwko śmierci.

Po ponad 30 nieprzespanych godzinach nabierałem sił. Bóg mnie zachęcał, żebym wierzył i modlił się.
Otrzymałem mnóstwo SMS-ów od rodziny, przyjaciół i znajomych. Czułem pełne wsparcie.
Jeden z fragmentów, który ktoś mi potwierdził w SMS-ie, dotyczył Psalmu 23. Ten sam psalm, który też coraz mocniej przypominał mi Duch Święty.

"Choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną"

Kolejna negatywna informacja o stanie zdrowia Agnieszki zachęciła mnie do nie ustawania w modlitwie.
 Agnieszka, po tak trudnej trzeciej operacji, miała zostać przewieziona natychmiast do Szpitala MATER Hospital na intensywną terapię. Była w bardzo ciężkim stanie.
 W tym samym czasie przyjaciele przyjechali nas wesprzeć. PIOTR, który jechał ponad kilkadziesiąt kilometrów żeby być razem ze mną. Moja kochana teściowa, którą przywiózł Piotr i Janice. JANICE na co dzień pracuje jako położna w Szpitalu Rotuda, ale tego dnia miała wolne, więc przyjechała specjalnie żeby być razem z nami.

Olivia została pod opieka pielęgniarek na oddziale dla noworodków w szpitalu Rotunda. My w czwórkę razem pojechaliśmy do Mater Hospital zobaczyć moja żonę.
Agnieszka wyglądała bardzo źle. Była opuchnięta. Spala jeszcze pod działaniem narkozy.
 Kiedy ją zobaczyłem, razem z moja teściową ponownie szlochałem i kolejny raz się załamałem. Piotrek, który był z nami zachęcił mnie żebyśmy modlili się o moja żonę przy jej łóżku.. Modliliśmy się z wiarą przeciwko śmierci – kolejny raz przeciwko diabłu. Ogłaszaliśmy uzdrowienie w imieniu Jezusa Chrystusa. To było niesamowite. Agnieszka otworzyła na chwilę oczy i próbowała mówić, ale nie mogła ze względu na aparaturę, do której była podłączona. To był cud! Doktor, który czuwał nad stanem jej zdrowia,  powiedział mi kilka minut wcześniej, że Agnieszka odzyska pełną świadomość prawdopodobnie w poniedziałek czyli 2 dni później. Późnym wieczorem w sobotę tego samego dnia, odwiedziliśmy Agnieszkę z moją teściową ponownie. Jej zdrowie bardzo się polepszyło. Rozmawialiśmy razem, cieszyliśmy się i byliśmy bardzo szczęśliwi, że poprawa następuje tak błyskawicznie..
Dostałem mnóstwo SMS-ów z wersetami biblijnymi od rodziny jak i polskich oraz  irlandzkich przyjaciół.

W niedzielę rano nasi przyjaciele z kościoła St. Marks w Dublinie jak i nasze rodzime kościoły w Polsce w Lubinie i Łęknicy modliły się o nas. Czułem Bożą obecność.
 W południe przewieziono Agnieszkę z powrotem do Rotundy dlatego, że stan jej zdrowia bardzo się polepszył w ciągu tak krótkiego czasu. Wtedy po raz pierwszy mogła przez chwilę potrzymać naszą maleńką Olivię :-) Niedziela była wspaniałym dniem. Czuliśmy jak Bóg jest z nami, jak się troszczy i pomaga. Czuliśmy jego miłość, troskę o nas. W poniedziałek Agnieszka miała ostatni czwarty zabieg. W trakcie tej operacji Bóg dał mi pewność zwycięstwa, pewność, że wszystko będzie w porządku. Jezus uzdrawia i pomaga!!!

Wierzę, że imię Olivia wybraliśmy nie przypadkowo. Bóg mi pokazał w trakcie tej walki Psalm 52 wersety 10 i 11.

"Ja zaś jestem jak zielona oliwka w Domu Bożym;
Zawsze i na wieki pokładam ufność w miłosierdziu Bożym.
Po wieczny czas wysławiać Cię będę za to, coś uczynił,
I głosić będę wobec Twoich wiernych,
Że Imię Twoje pełne jest dobroci".


Dziękuję Bogu z żoną za nasza kochaną Olivkę i za to, że Bóg szedł z nami przez tą ‘ciemną dolinę’ oraz za to, że wciąż jest z nami na zawsze.

Dzisiaj od tego zdarzenia minęło sporo czasu i mogę jeszcze raz powiedzieć, ze Pan Jezus Chrystus naprawdę uzdrawia, uwalnia i pomaga tym, którzy wołają do niego. Pewien fragment w biblii mówi: Ja Pan, twój lekarz. ( 2Ks. Mojz 15:26) On jest moim lekarzem. Oczywiście medycyna i jej wpływ jest ważna, ale kiedy nie ma nadzieji a my ludzie jesteśmy bezsilni wtedy przychodzi ON.

Niech Dobry i Wierny Bóg Cię błogosławi obficie:-) Napisz do nas jesli chcesz.

Dziękujemy.
Rafi, Aga i Olivka Janowscy.




środa, 10 listopada 2010

Polskie Spotkania Chrzescijan w St.Marks

Jestesmy grupa kilkudziesieciu osob. Spotykamy sie w kazda 1-sz i 3-cia niedzele miesiaca o 14:30 w kosciele St.Marks w centrum Dublina. Ponizej troche wiecej info i mapka.
http://www.stmarks.ie/
Nie dziela nas koscielne nazewnictwa (Protestant, Babtysta, Katolik itd) chcemy razem wielbic Jezusa.
Co to znaczy? Modlic sie do niego razem, zachecac sie nawzajem tym co Bog robi w naszym zyciu, spiewac o nim i dla niego. Po prostu kochac Go z calego serca i mu sluzyc. Budowac sie poprzez Jego slowo: Pismo Swiete. Oczywiscie miec dobry wplyw na swiat, ktory nas otacza..rodzine, sasiadow, znajomych na studiach czy w pracy..
Postaram sie co jakis czas wrzucac jakies info , fotki z naszych spotkan.. Tymczasem siedzie w pracy do 24:00...:)) Bog jest dobry!
Zapraszam kazdego na nasze spotkania.. Spotkania wolnych ludzi!:)

sobota, 30 października 2010

Polacy w kościele St.Marks jak i również innych lokalnych kościołach, zborach irlandzkich stanowią sporą grupę. Dlatego tez w każdą 1 i 3 niedziele miesiąca o godzinie 14. 30 spotykamy się razem w kościele St.Marks aby w języku polskim wielbić Jezusa, modlić się razem i dzielić tym, co Pan Bóg robi w naszym życiu.
W każdą niedzielę o 12.00 nabożeństwa w kościele St.Marks tłumaczone są przez system słuchawkowy na język polski.
Zapraszamy Każdego Bardzo Serdecznie.
Oprócz tego angażujemy się we wspólną pomoc bezdomnym i potrzebującym w jadłodajni The Lighthouse przy ulicy Pearse Street w każdy wtorek, czwartek i sobotę od 19.00 do 21.00.
Widzimy jak Dobry Bóg odpowiada kiedy do niego razem w jedności wołamy, jak zaskakuje nas Swoją troską, widzimy jak Jezus uzdrawia chorych i posila zmęczonych, jak ożywia to, co umarłe, jak trwale zmienia życie, również naszych rodaków, którzy są tak daleko od swoich rodzin i domów.
Razem budujemy Jego Królestwo.


Księga Jeremiasza 29 wersety 11-14
“Albowiem Ja wiem, jakie myśli Mam o was – mówi Pan –myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją. Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, Objawię się wam – mówi Pan..”