czwartek, 26 kwietnia 2012

"Być uczniem Jezusa " czyli prawdziwy obraz sługi


Obraz "Ostatnia wieczerza" Leonarda Da Vinci przedstawia moment, w którym Jezus, podczas ostatniej wieczerzy oznajmia swoim uczniom, że jeden z nich tej samej nocy go wyda. Na obrazie centralną postacią jest Jezus. Po dwóch stronach są Jego uczniowie. Na tym słynnym obrazie większość uczniów Chrystusa to ludzie przede wszystkim w podeszłym albo starczym wieku. Świadczy o tym ich siwy kolor włosów i siwe brody. Autor prawdopodobnie chciał przez to zasugerować, pokazać, że apostołowie Jezusa byli ludźmi w podeszłym wieku doświadczonymi życiowo.
Czy w rzeczywistości jednak tak było?

Najstarszym w tym gronie prawdopodobnie był Jezus i Piotr. Pokazuje to pewien fragment w Słowie: „Gdy Jezus przebywał w Galilei z uczniami, rzekł do nich: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. I bardzo się zasmucili. Gdy przyszli do Kafarnaum, przystąpili do Piotra poborcy dwu drachmy z zapytaniem: Wasz Nauczyciel nie płaci dwu drachmy? Odpowiedział: Owszem. Gdy wszedł do domu, Jezus uprzedził go, mówiąc: Szymonie, jak ci się zdaje: Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych? Gdy powiedział: Od obcych, Jezus mu rzekł: A zatem synowie są wolni. Żebyśmy jednak nie dali im powodu do zgorszenia, idź nad jezioro i zarzuć wędkę! Weź pierwszą rybę, którą wyciągniesz, i otwórz jej pyszczek: znajdziesz statera. Weź go i daj im za Mnie i za siebie!” (Ew. Mt 17,22-27)

Żydzi żyjący w czasach Jezusa byli obciążeni różnego typu podatkami. Do takich opłat należał tzw. podatek pogłówny w wysokości dwu drachmy (czyli przeciętnej zapłaty za jeden lub dwa dni pracy) przeznaczony na wspieranie posługi kapłańskiej w Świątyni Jerozolimskiej. O ustanowieniu tego podatku czytamy w Księdze Wyjścia: „Pan rzekł do Mojżesza: Gdy będziesz liczyć Izraelitów, by dokonać spisu, każdy przy spisie złoży za swe życie okup Panu, aby nie spadło na nich nieszczęście. To zaś winni dać podlegli spisowi: pół sykla według wagi przybytku, czyli dwadzieścia ger za jeden sykl; pół sykla na ofiarę Panu. Każdy podległy spisowi z synów Izraela, mający dwadzieścia i więcej lat, złoży tę ofiarę Panu. Bogaty nie będzie zwiększał, a ubogi nie będzie zmniejszał wagi pół sykla, aby złożyć ofiarę Panu na przebłaganie za swe życie. A wziąwszy te pieniądze jako przebłaganie od Izraelitów, obrócisz je na służbę w Namiocie Spotkania, i będą one na pamiątkę Izraelitom przed Panem jako ofiara zadośćuczynienia za ich życie” (Wj 30,11-16)

W Ewangeliach określenie "apostoł" czyli z greckiego "POSŁANY" związane było ze ścisłym kręgiem uczniów Jezusa, wyznaczonych przez niego.
Jezus powołał dwunastu mężczyzn, których przygotowywał do głoszenia jego nauk i którzy mieli go reprezentować w późniejszym okresie. Imiona pierwszej grupy apostołów można znaleźć u Mateusza (Mt 10:2-4), Marka (Mk 3:16-19), Łukasza (Łk 6:13-16). Nowy Testament nazywa ich także "Dwunastoma". Marek Ewangelista apostołom Jakubowi i Janowi nadał przydomek Boanerges z hebrajskiego Bene-Regesz (Mk 3:17}.
Liczba odnosiła się zapewne do dwunastu pokoleń Izraela (Mt 19,28) i miała symbolizować jego odnowę.
Apostołowie (kolejność według Ewangelii Mateusza):

• Szymon Piotr (Kefas), syn Jonasza, rybak z Betsaidy
• Andrzej, brat Piotra, rybak z Betsaidy
• Jakub (zwany Większym), syn Zebedeusza
• Jan Ewangelista, syn Zebedeusza, brat Jakuba
• Filip z Betsaidy
• Bartłomiej – Natanael z Ptolemaidy
• Tomasz (zwany Didymos)
• Mateusz – Lewi, były poborca podatkowy
• Jakub, syn Alfeusza
• Szymon Kananejczyk (zwany Gorliwym)
• Juda Tadeusz (Judas), syn Jakuba
• Judasz Iskariota, zdrajca Jezusa; po jego samobójstwie wybrany został Maciej.

Niektórzy apostołowie Jezusa byli wcześniej uczniami Jana Chrzciciela. Większość pochodziła z Galilei, podobnie jak Chrystus. Pochodzili z niskiego stanu – co najmniej czterech było rybakami, jeden (Mateusz Lewi) był wcześniej poborcą podatków. Przynajmniej dwóch z nich było kuzynami Jezusa (synowie Alfeusza). Kapłani jerozolimscy pogardzali nimi z powodu braku wykształcenia rabinicznego i galilejskiej gwary. Niektórzy z apostołów, włączając Piotra (Kefasa) byli żonaci (Dz. 4:13; 1 Kor. 9:5). Wszyscy apostołowie byli Żydami.
W gronie Dwunastu Jezus szczególnie traktował Piotra, Jakuba (Większego) i Jana. To ich zabrał ze sobą na Górę Przemienienia i przy nich wskrzesił córkę Jaira. Największą sympatią darzył Jana, który był najprawdopodobniej najmłodszy z grona.

Apostołowie towarzyszyć też mieli Jezusowi w jego podróżach ewangelizacyjnych i wyprawach do Jerozolimy. Byli głównymi odbiorcami nauk Jezusa i świadkami jego cudów. W noc poprzedzającą śmierć Jezusa, spotkali się z nim na wieczerzy paschalnej i towarzyszyli mu w modlitwach w ogrodzie Getsemani. Tuż przed aresztowaniem Jezusa większość apostołów uciekła albo, jak Piotr, wyparła się swego Mistrza. Jeden z nich, Judasz Iskariota, okazał się zdrajcą, który wydał Jezusa; jakiś czas później popełnił samobójstwo.
Po śmierci Jezusa jedenastu apostołów w strachu przed przeciwnikami ukrywało się w jednym z domów w Jerozolimie. Tam odwiedził ich zmartwychwstały Chrystus. Później spotkał się z nimi w Galilei, gdzie nakazał im 'głosić ewangelię ludziom z wszystkich narodów'.

Myślę, że Bóg nie przypadkowo wybrał takich ludzi. W Starym Testamencie w 1 Księdze Samuela 16:7 czytamy: „Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce”.
Wybór młodych i gorliwych uczniów sprawił, że ewangelia została głoszona i przetrwała do dziś.
Wwybór takich ludzi powodował niezadowolenie u faryzeuszy o czym czytamy w Biblii. Ciągłe niezadowolenie, krytyka, osąd i szukanie winy u Chrystusa powodowało, że wielu ludzi po prostu nie wierzyło ewangelii po mimo tego, że i Jezus i uczniowie czynili niezaprzeczalne cuda.

Jeden z kluczowych fragmentów na którym chcę się skupić przedstawia Ewangelia Łukasza:
„Oni zaś rzekli do niego: Uczniowie Jana często poszczą i odprawiają modły, podobnie i uczniowie faryzeuszów, twoi zaś jedzą i piją. A Jezus rzekł do niech: Czy możecie sprawić, by uczestnicy wesela, dopóki oblubieniec jest z nimi pościli?
Lecz przyjdą dni, kiedy oblubieniec będzie im zabrany, wówczas pościć będą.
Powiedział im także podobieństwo: Nikt nie odrywa kawałka z nowej szaty, aby połatać szatę starą, bo inaczej rozedrze nowe, a łata z nowego nie będzie się nadawała do starego.
I nikt nie wlewa młodego wina do starych bukłaków, bo inaczej młode wino rozsadzi bukłaki i samo się wyleje, i jeszcze bukłaki zniszczeją.
Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków.
I nikt napiwszy się starego, nie chce od razu młodego;
Mówi bowiem: Stare jest lepsze.”
(Ew. Łk 5, 33-39)


Pan Jezus przestrzegał przed formalizmem, który jest niczym innym, jak pewną odmianą obłudy, przed którą ostrzega Pismo: „biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze – obłudnicy” (Ew. Mateusza 23:13), „lud ten czci mnie wargami, (…) ale serce ich daleko jest ode mnie” (Ew. Mat 15:8-9).
Na przykładzie starego i nowego bukłaka Jezus pokazał ten konflikt bardzo wyraźnie.
Stary bukłak to stara forma. Stary wyuczony system, stary sposób myślenia. Tradycja, religijność, przywiązanie do pewnych ustalonych praw i zasad. Do starego bukłaka w pełni nowe wino nie może zostać wylane bo pęknie. Innymi słowy jeśli człowiek nie uniży się przed Panem Bogiem nie otworzy swojego ducha na Boże działanie, korektę, nie nawróci się, nie zmieni myślenia i nie będzie pragnął nowego,stałego i codziennego działania Ducha Świętego w swoim życiu to wtedy Bóg jest po prostu przez nas samych w naszym życiu ograniczony.
Dziś faryzeusze są kojarzeni z hipokryzją i obłudą jednak w czasach Jezusa faryzeusze byli ludźmi tradycji. Reprezentowali żydowską religijność ludową. Wypracowali sobie w latach 60 p.n.e.-70 n.e. swoistą hierarchię i strukturę. Tworzyli gminy, na czele których stali uczeni w piśmie "mistrzowie" lub "nauczyciele" (hebr. Rabbi).
Byli dobrze wyedukowanymi nauczycielami ludu, byli sędziami i ludźmi nie zwykle poważanymi. Stali na straży prawa Mojżeszowego, byli wpływowi w społeczności Żydowskiej. Znali pisma i przykazania a mimo to często sami nie przestrzegali ich. Chrystus taki ich określa: "Strzeżcie się uczonych w Piśmie, którzy z upodobaniem chodzą w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku..." (Łk 20:46)


Duch Święty jest symbolem nowego wino, które wlewa się w nowy bukłak czyli w nawróconego, otwartego i przemienionego człowieka.

Myślę, że to właśnie z tego powodu tak wiele dziś na świecie podziałów i nienawiści między chrześcijanami. Mimo, że często wyznajemy tego samego Chrystusa. Czytamy tą samą biblie to krytykujemy siebie na wzajem. Osądzamy czy potępiamy za to czego sami nie rozumiemy. Czasami w zazdrości tak jak faryzeusze nie uznajemy uzdrowienia czy uwolnienia kogoś przez Boga. Tylko dlatego, że nie nastąpiło to taki sposób jakiego jesteśmy nauczeni. Zdarza się, że tym samym odrzucamy Pana Boga, który chce do nas dotrzeć.
Człowiek który jest jak nowy bukłak szuka i pragnie nowego wina - Ducha Świętego. Człowiek natomiast, który reprezentuje symbol starego bukłaka koncentruje się na tym, żeby upewnić się, że to co się dzieje się wokół pasuje do starej formy (RELIGIJNOŚCI) do jakiej został przyzwyczajony i nauczony.
Chrystus nigdy nie zgrzeszył a mimo to był w nienawiści u tak wielu. Jezus Chrystus w rzeczywistości paradoksalnie został ukrzyżowany przez ludzi religijnych. Oskarżany był o współpracę z diabłem, kiedy to w potężny sposób uzdrawiał i uwalniał ludzi.
"Wówczas przyprowadzono Mu opętanego, który był niewidomy i niemy. Uzdrowił go, tak że niemy mógł mówić i widzieć. A wszystkie tłumy pełne były podziwu i mówiły: "Czyż nie jest to Syn Dawida?" Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: "On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy". 25 Jezus, znając ich myśli, rzekł do nich: "Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo? I jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże. Albo jak może ktoś wejść do domu mocarza, i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże? I dopiero wtedy dom Jego ograbi. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza. (Ew. Mat 12, 22:30)
W innym miejscu Piotr, którego Jezus wybrał na ucznia i apostoła mówi:
"On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego.” (1 Piotra 2,21-22)

Dlaczego Jezus wybrał takich uczniów? Myślę, że dlatego, że byli młodzi, gorliwi i otwarci. Byli "powołani" żeby sprawiedliwość Boża objawiła się w ich życiu a Królestwo i Chwała Boża przenikała te miejsce, do których szli. Przyjmowali i stosowali to czego nauczyli się od swojego Mistrza. Byli też gotowi ponieść każdą cenę by wypełniła się Boża wola nawet cenę najwyższą - utratę własnego życie.
Ze źródeł historycznych wiadomo, że wielu uczniów Chrystusa zmarło śmiercią męczeńską w taki sam albo podobny sposób jak Jezus Chrystus.
Czas jaki Chrystus spędził z uczniami był na pewno niezwykle ciekawy. Uczniowie widzieli i słyszeli co ich Mistrz - Jezus robił każdego dnia. Żyli obok niego, uczyli się od niego nieść prostą Ewangelie wszędzie tam, gdzie prowadził ich Duch Święty. Uczyli się modlić z wiarą i doświadczali tym samym Bożej mocy, uzdrowień i uwolnień. Niezwykłe jest to, że tłumy ludzi słyszały i widziały jak Jezus modli się o uzdrowienia chorych a Ci natychmiast byli uzdrawiani. Niestety tylko nie liczni podążali za nim i stawali się jego prawdziwymi uczniami.

„Przeto bracia moi, i wy umarliście dla zakonu przez ciało
Chrystusowe, by należeć do innego, do tego, który został wzbudzony z martwych, abyśmy owoc wydawali dla Boga.
Albowiem gdy byliśmy w ciele, grzeszne namiętności rozbudzone przez zakon były czynne w członkach naszych, aby rodzić owoce śmierci.
Lecz teraz zostaliście uwolnieni od zakonu, gdy umarliśmy temu, przez co byliśmy opanowani, tak iż służymy w nowości ducha, a nie według przestarzałej litery”
(Rzym. 7, 4:6)



W takim razie... Czy chcesz być prawdziwym uczniem Jezusa? a może już nim jesteś!?

Pozdrawiam serdecznie każdego :)
Rafi.

czwartek, 15 marca 2012

"I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi". Kilka myśli...



W Ewangelii Jana 8, 31:36 jest napisane :

"Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie. I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi. Odpowiedzieli mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy u nikogo w niewoli. Jakże możesz mówić: Wyswobodzeni będziecie?
Jezus im odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, każdy, kto grzeszy, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje na zawsze, lecz syn pozostaje na zawsze. Jeżeli Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie".


Kiedy miałem 15 lat. Moja kochana mama zaprosiła mnie na spotkanie do kościoła protestanckiego. Gdzie pewien pastor dzielił się w niezwykle prosty sposób tym jak Bóg zmienił jego życie i jak ze zdemoralizowanego człowieka zmienił się w praktykującego, nawróconego chrześcijanina. Opowiadał jak jego relacja z rodziną została odnowiona. Jak został uwolniony z alkoholizmu i jak, jego całe życie uległo pozytywnej zmianie. (Ten człowiek do dziś jest pastorem i chodzi z Panem Bogiem).
Bez zastanowienia "oddałem moje życie Jezusowi".
Pomodliłem się na głos z tym, że właśnie człowiekiem i zapragnąłem poznać Jezusa tak jak on sam z pasją o nim opowiadał.

Przez kilka kolejnych lat chodziłem do kościoła regularnie, ale moje życie nie uległo jakiejś większej zmianie. Czytałem biblie, modliłem się, ale prawdziwe nawrócenie nie nastąpiło. Nie chciałem rezygnować z imprez, znajomych, dziewczyn czy muzykowania po knajpach. Tak naprawdę nie chciałem się zmieniać. Było tyle rzeczy, które chciałem spróbować, że odstawiłem pójście za Bogiem na później.

I tak minęło około 4 lat, aż doszedłem do miejsca, gdzie musiałem wybrać. Albo życie z Bogiem na maksa i koniec z udawanym chrześcijaństwem albo podążanie za "swoim ego". Pamiętam jak modliłem się wtedy przed zaśnięciem: "Boże nie chcę być hipokrytą, zmień moje życie. Nie chcę udawać chrześcijanina. Kocham Cię i przepraszam. Amen". Tak mniej więcej wyglądała moja regularna i szczera modlitwa.

Po jakimś czasie Bóg odpowiedział.
Zostałem poproszony przez pewną osobę w moim kościele do zagrania w spektaklu ewangelizacyjnym pt: "Bramy Nieba-Płomienie Piekła". Spektakl ten jest zbiorem różnych scenek, w których to ludzie dokonują życiowego wyboru pójścia za Bogiem albo pójścia w przeciwnym kierunku. Każda scenka kończy się śmiercią i każdy z bohaterów staje przed aniołem trzymającym księgę życia. Następuje podział. Ci, którzy wybrali Jezusa i ich imiona są zapisane w księdze życia idą do nieba. Pozostali którzy odrzucili Boga idą do piekła.
Dla potwierdzenia, że księga życia jest realna wersety z biblii:

"I nie wejdzie do niego nic nieczystego ani nikt, kto czyni obrzydliwość i kłamie, tylko ci, którzy są zapisani w księdze żywota Baranka".
(Obj. 21:27)


"I oddadzą mu pokłon wszyscy mieszkańcy ziemi, każdy, którego imię nie jest od założenia świata zapisane w księdze żywota Baranka, który został zabity".(Obj.13:8)

"Zwycięzca zostanie przyobleczony w szaty białe, i nie wymażę imienia jego z księgi żywota, i wyznam imię jego przed moim Ojcem i przed jego aniołami". (Obj. 3:5)

Spektakl jest niezwykle efektowny z dużą ilością stroboskopów i mocnej muzyki.
Już w trakcie oglądania ludzie zastanawiają się czy iść za Bogiem czy nie. Zagranie w tym było dla mnie trudnym wyborem. Spektakl ten miał być wystawiany w moim mieście Lubinie przez kilka dni w największej sali teatralnej liczącej kilkaset miejsc. Wiedziałem, że jest to dla mnie konfrontacja z samym sobą. Walczyłem z myślami i postanowiłem, że nie zaprę się Chrystusa i wystąpię w nim po mimo wszystko.

Zaprosiłem cała klasę z technikum, kumpli z podwórka, rodzinę i znajomych. Praktycznie każdego kogo mogłem. Wiedziałem, że nie mam wyjścia jeśli chcę na serio pójść za Jezusem. Bóg posłużył się mną. Od tego momentu moje życie zaczęło się zmieniać. Musiałem badać i pilnować swoje serce. Widziałem, że jeśli będę udawał chrześcijanina to ludzie to szybko dostrzegą i będą mnie traktować tak jak tego nie chciałem. Najgorsze, że wiedziałem też, że jakiekolwiek dwulicowe podejście będzie szybko zdemaskowane i odebrane tak, że nie ja, lecz to Jezus będzie wyśmiany. Wiedziałem, że nie było wyjścia na wymówki.

Te osoby, które przyszły zobaczyć ten spektakl były pod wielkim wrażeniem. Mnóstwo ludzi oddawało swoje serca Bogu. Ci, których zaprosiłem zadawali mi pytania co się stało, że w nim zagrałem? Czy kocham Jezusa na serio tak jak w tej roli, którą grałem? Muszę przyznać, że bohater w którego się wcieliłem był największym szczęściarzem na świecie. Po dobrej i krótkiej pogawędce z kumplem na budowie pomodliłem się szczerze o przyjęcie Jezusa do swojego serca. Ściana, którą właśnie skończyliśmy budować zawala się na nas i obaj trafiamy.. gdzie?? do NIEBA!!!!!! Alleluja:)

Następne moje lata życia z Bogiem były etapem nawracania się do Niego. Oddzielania od hipokryzji, od rzeczy o których wiedział tylko Bóg, powierzchownego chrześcijaństwa, "ściemy i innych pielęgnowanych grzeszków". Ściągałem ukryte maski, obnażałem zakamuflowane grzechy, przepraszałem i pokutowałem, wybaczałem i prosiłem o wybaczanie. Czym bardziej szukałem Boga tym bardziej on mnie zmieniał. Czym więcej pragnąłem Go poznać tym bardziej pokazywał mi kim ON dla mnie jest.
Pragnąłem JEGO prawdy, życia w prawdzie i mówienia prawdy! I tak jest do dzisiaj.
Jestem wolnym człowiekiem, ale muszę dbać i pilnować tej wolności. Chcę mięć dobrą i codzienna relacje z Panam Bogiem, choć wcale nie jest zawsze łatwo.

Chrystus powiedział:
"Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie".
(Ew.Jan 14,6)


Myślę, że najtrudniejszą rzeczą do zrobienia dla człowieka jest zmiana swojego życia i praca nad swoim charakterem. Dzięki Jezusowi, ten proces nawrócenia następuje w realny sposób. To trwa jakiś czas i dla każdego jest to inny proces. Ilekolwiek i jakkolwiek by to nie trwało jeśli szczerze szukamy Pana Boga to On ZAWSZE daje się nam znaleźć, pomaga zmieniać i to przynosi wyswobodzenie.

"Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu".
(Iz 55,6-7)


Prawda jest przeciwieństwem kłamstwa, obłudy, nieprawości, fałszywej pobożności czy jakiegoś innego jawnego lub ukrytego grzechu.

"Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie. i naśladuje mnie! Kto bowiem chce zachować dusze swoją, straci ją, kto zaś straci duszę swoją dla mnie ten, ten ją zachowa.
Bo cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, jeśli siebie samego zatraci lub szkodę poniesie. Kto bowiem wstydzi się mnie i moich słów, tego i Syn Człowieczy
wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale swojej i Ojca, i aniołów świętych".
(Łk 9,23-27)


Muszę codziennie pilnować swojego serca, moich motywacji, muszę dbać bym żył każdego dnia z wolnym sercem i zadowoleniem, tak, żeby Bogu podobało się moje życie.
W prawdzie nie może być kłamstwa. Tak jak w światłości nie może być ciemności.

"Owocem światłości jest wszelka dobroć i sprawiedliwość, i prawda".
(Efez. 5,9)


"Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, zdąża do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego są dokonane w Bogu".
(Ew.Jan 3, 21)


Biblia-Słowo Prawdy jest listem pełnym miłości od Taty do swojego dziecka do Ciebie i do mnie.
Jeżeli ufamy Bogu to robimy to do czego nas zachęca. Po co? Bo wiemy, że Tata chce dobrze dla nas. Dlaczego? Bo nas kocha! Jak?
Bezgranicznie, PRAWDZIWIE i na zawsze.

Rafi.

czwartek, 12 stycznia 2012

"2012 i co dalej?" jest nadzieja:)




Ciekawe jak szybko przemija czas!? A może to my za szybko biegniemy i nie jesteśmy w stanie zatrzymać się na chwilę, oderwać od codzienności, uciec do Pana Boga. Wyłączyć telefon i spędzić z nim czas.

Ciekawe jak ludzie w panicznym strachu spostrzegają ten rok. Apokalipsa, koniec świata. Ciekawe jest też to, że w tych wielkich dyskusjach o nadchodzącym końcu świata nie ma sensownej odpowiedzi na to jak uchronić się przed nadchodzącą śmiercią.

Nie chcę się rozwodzić co będzie jak będzie.. Dzisiaj krótko uczestniczyłem w takiej dyskusji z kolegami w pracy. Jeden z nich uprawia w swoim ogrodzie różne warzywa i owoce, nawet ma specjalne akwarium do hodowli jadalnych ryb. Wszystko po to by się zabezpieczyć przed klęskami głodu, powodzi, jakkolwiek to nazwać.
Wcale nie głupi pomysł...
Jednak, zabezpieczenie swojego ciała nie daje nam żadnej gwarancji ocalenia swojej duszy, zwłaszcza jeśli nie wierzymy, że Bóg istnieje. Smutne!

Osobiście i szczerze mówiąc nie mam recepty na wszystkie odpowiedzi ale mam Chrystusa, który jest odpowiedzią na wszystko:)) Wystarczy go szukać z całego serca!

Rok 2011 nie był wcale łatwy dla mnie i mojej rodziny. Przechodziliśmy przez różne trudności i wiem, że wcale nie byłem w tym sam. Sporo moich znajomych i przyjaciół zmagało się z różnymi rzeczami.
Rok 2011 był też kolejnym rokiem w którym Pan Bóg był wierny i łaskawy.
I jest taki cały czas:))Jemu Chwała za to:))

Od kilku lat mam w życiu takie Słowo, które staram się również wypełniać.

„Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane”. (Mat 6:33)

Co to oznacza?
Mamy szukać Pana Boga, jego woli dla swojego życia. Myśleć o Nim, żyć z Nim codziennie, starać się z całego serca wypełniać Jego Słowa w naszym własnym życiu.
Szukanie sprawiedliwości jest jednym z warunków błogosławieństwa o którym mówił Pan Jezus w kazaniu na górze:

„Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios” (Mat 5,10)

W innym miejscu:
„Chociażbyście nawet mieli cierpieć dla sprawiedliwości, błogosławieni jesteście. Nie lękajcie się więc gróźb ich i nie trwóżcie się” (1 Piotra 6,14)

Więc czego mamy się lękać?
Cokolwiek się stanie w 2012, jeśli będziemy trwali w bliskości z Bogiem możemy być pewni, że jesteśmy bezpieczni.
Postanowienia noworoczne takie jak będę lepszy nie spowodują, że coś się zmieni w naszym życiu dopóki nie będziemy szukać Pana Boga z całego serca. Tylko Bóg jest w stanie zmienić myśli i serce człowieka. Kiedy szukamy Go on daje się nam znaleźć. Tata w niebie ma zawsze czas dla swoich dzieci. On się nigdzie i donikąd nie spieszy tak jak my.

„Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Dzięki, któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nie tylko to, chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość, A cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieję, A nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany". (Rzym 5, 1:5)

Życzę każdemu by ten rok 2012 był lepszy w tym sensie, że jesteśmy (ja też) bliżej Pana Boga jak nigdy dotąd.
Dziękuje też bardzo, bardzo mojej żonce, rodzinie, wszystkim przyjaciołom i znajomym, którzy szukają Pana Boga z całego serca i są dla mnie zachęta.

Rafi.

niedziela, 13 listopada 2011

"Nawrócilem się i narodziłem na nowo w więzieniu" - prawdziwa historia Zbyszka



Niech będą dzięki Jezusowi Chrystusowi za to, że okazał mi łaskę i wyrwał mnie z rąk szatana i uczynił swoim dzieckiem, dzieckiem bożym.
Nawrócilem się i narodziłem na nowo w więzieniu, ale zanim trafilem do więzienia, nie jedno przeszedłem w życiu. Mieszkając niedaleko granicy wciągnąłem się w przemyt papierosów, potem ludzi. Dawało mi to łatwe pieniądze. Do tego dochodzily różne kradzieże. Całe życie było na krawędzi. Rozwiązłe, kłótliwe, ciągłe ucieczki przed policją, jak nie przed policją to na granicy.

Jak codziennie czyni się przestępstwo to w końcu coś musi nie wyjść. Miałem taką pozycję w tym świecie, że brałem pieniądze za to, że byłem. Granicę przekraczałem tzn. nielegalnie bez większego problemu, tak jak chodzi sie do sklepu po zakupy. Wielokrotnie sam robilem przerzut papierosów czy ludzi bez grupy, bez niczyjej pomocy. W końcu w 2000 roku zostałem zatrzymany przez celników, wyrok 3,5 roku. Odsiedziałem 2 lata i 3 miesiące i zostałem deportowany z Niemiec. Wróciłem do Polski i poszedłem do pracy za 20 zł dziennie. Popracowałem tydzień
i rzuciłem tą robotę. Na nowo zacząłem działalność przestępczą. Było jeszcze gorzej niż poprzednio. Jeszcze większe ryzyko czy wpadki. Do tego odwiesili mi stary zawieszony wyrok, od którego się odraczalem. Po ponad roku bycia na wolności trafiłem do aresztu w Polsce. Kolejny wyrok za przemyt. Kiedy na dobre trafiłem do Zakładu Karnego miałem do odsiedzenia 5 lati 8 miesięcy. W Zakładzie nie byłem bezczynny. Uczęszczając na zajęcia modelarskie otworzyły mi się możliwości.
Na spacery chodziłem z osadzonymi, którzy pracowali, a nie z ogółem.
Tak poznałem Lukasza i Sebastiana, nawróconych chłopaków. Lukasz pierwszy zaczepił mnie, opowiadając o Jezusie, że tylko On się liczy i do Niego należy się modlić. Pamiętam , że opowiedziałem mu moja historię ucieczki z przejścia granicznego na Swiecku. Kiedy to zostałem zatrzymany przez 6 celników niemieckich. Jeden z nich największy wyciągał mnie z auta.

Jedną ręką przyczymał, a drugą wyciągnął kluczyki ze stacyjki i potem mnie. Ja w tym momęcie obróciłem się w aucie tak, że wyskoczyłem z auta na czworaka i wyrwałem mu się. Zacząłem uciekać prosto pod nadjeżdżające tiry. Te zaczeły hamować, kiedy przeskoczyłem przez barierki to znowu pod tiry. Kolega który był, ze mną opowiadał potem, że celnicy osłupieli na ten widok. Rozpędziłem się i odbijając się od balustrady, skoczyłem w dół skarpy, która ma wysokość około trzech pięter. Musiałem skoczyć (odbić) jeszcze raz bo nie zleciałem na sam dół. Uciekałem wołając do Boga i prosząc go o to abym mógł wrócic do domu, do mojej dziewczyny i dziecka. Odmawiałem wyuczone modlitwy: Ojcze Nasz, Zdrowaśki, Pod Twoją Obronę, wzywałem całe niebo na ratunek. Kiedy byłem juz we Frankfurcie, to tam ukradłem rower i było juz troche bezpieczniej. Pojechałem nim około 15 km za miasto i przepłynołem Odrę wpław. Ucieczka trwała od w pół do 11 aż do wpół do 7 wieczorem i kosztowała mnie 10kg mojeje wagi bo nic nie jadłem i nic nie piłem w tym czasie.

Więc po takich modlitwach i cudownej ucieczce do wolności, byłem przekonany, że to dzięki Bogu, ale i też Maryji o może paru świętych, których juz nie pamiętam ale zostałem przez Lukasza zaproszony na spotkanie grupy zielonoświątkowej. Chętnie skorzystałem z zaproszenia, aby tylko nie siedzieć pod celą. Kiedy poszedłem na to spotkanie to wewnętrznie czułem, że jestem w odpowiednim miejscu. Zobaczyłem tam człowieka, nie osadzonego, od którego biła światłość tak jakby był napromieniowany. Pamiętam, że tematem spotkania bylo drugie przykazanie, otworzyło mi to oczy dlaczego bo nie byłem aż taki zły (oczywiście w moim mniemaniu), to ciągle spotyka mnie niepowodzenie.

Pamiętam, że będąc jeszcze na areszcie śledczym pewnej nocy ktoś zawołał mnie dwa razy po imieniu. Zerwałem się z łóżka do okna, ale tam ze murem nikogo nie było, a w celi wszyscyspali. Nie rozumiałem tego wtedy, dopiero później czytając Ks.Samuela zrozumiałem, że to Bóg wołał mnie po imieniu.

Wracając do spotkań na które zaczolem chodzić jesienią, bardzo je lubiłem, bo mogłem więcej dowiedzieć się na temat Boga. Między czasie otrzymałem pracę, a oprócz tego byłem jeszcze roznoszącym posiłki. Czyli niczego w tym miejscu mi nie brakowało, poza wolnością. Minęła zima przyszła wiosna i okres na większy spacernik wokolo boiska. Zawsze na spacerach rozmawiałem z Lukaszem lub Sebą o Jezusie. Pamiętam , że Lukasz namawiał mnie abym czytał Nowy Testament, ale mi się nie chciało, wolałem słuchać, co do mnie mówi o Panu Jezusie. Niestety lubiał grać w piłkę, więc nie miał czasu dla mnie na rozmowy. Byłem na niego w pewien sposób obrażony. I tak wziąłem ten malutki testamencik i zacząłem go czytać. Najpierw od ewangeli Lukasza potem Jana i Mateusza. Tak minęło lato i przyszla jesień. Pewnego dnia siedząc na łóżku powiedziałem do Boga "Boże jeżeli mam dalej tak żyć jak żyłem to mnie zetrzyj z tego świata, a jeżeli moje życie się zmieni to mnie zachowaj".
Od tej chwili mineło wtedy trochę czasu, kiedy to pewnego dnia siedząc przy stoliku, znowu czytałem Nowy Testament i wypisywałem wersety o Panu Jezusie. Wtedy rozmyślałem nad tym dlaczego tamci ludzie chcieli i zabili Pana Jezusa,
skoro On wskrzeszał ludzi na ich oczach, to przecież miał On moc nad życiem innych to i nad swoim też ma. I kiedy tak pomyślalem to poczułem przyjemne ciepło, które mnie otoczyło i znalazłem się jakby we mgle. Czułem obecność Bożą, Jego miłość i Jego bezpieczeństwo.

Nikomu na początku o tym nie mówiłem, nawet braciom na spotkaniu, co przeżyłem. Pomyslałem że powiedza, że sobie wymyślam. Niedługo po tym mieliśmy mieć chrzest wodny. Pamietam jak mówiłem do Lukasza, że ja byłem chrzczony jak byłem dzieckiem. Po co będę sie dwa razy chrzcił - Pomyślałem. Ale po tym przeżyciu, kiedy brat który do nas przychodził, zapytał się: Czy jestem zdecydowany? To ja odpowiedziałem: A cóż ja innego mogę zrobić. Byłem zdecydowany, wewnętrznie wiedziałem, że tak należy zrobić.

Przed tym wszystkim planowalem ucieczkę z więzienia. Opracowałem sobie plan i drogę. Poprosiłem chłopaków o haki, że niby do ćwiczenia na wyciąg, ale ja potrzebowałem ich aby się wspiąć na dach. Zrobiłem sobie z drutu wytrych do drzwi, którym mogłem otworzyc drzwi na plac.
Miałem wszystko przygotowane, czekałem tylko na dobrą pogodę, na mgłę aby mnie nie widziałstrażnik z budki. Ale wtedy, kiedy Bóg przyszedł do mnie w taki sposób, zrozumiałem że On naprawdę jest i jak jest to mi pomoże wyjść z tego, a napewno to przeżyć. Więc odstąpiłem od tego planu. Przystąpiłem do chrztu. Po chrzcie mieliśmy wspólny posiłek, a potem nakładali na nas ręce. Pamiętam, że chłopaki przede mną odrazu zaczeli sie modlić i to w jakimś innym języku wznosząc ręce do góry. A ja nic tylko płakałem, ale wiedziałem, że w tym momęcie Bóg przebaczył mi moje grzechy
Pamiętam, że przed chrztem miałem dwa szczególne sny;- jeden był o tym, że pokazywał drogę do miasta, ale droga prowadziła w górę i w dół i tak kilka razy. Na końcu było miasto, które mieniło się niesamowitymi kolorami jak tęcza. Wyglądało jakby ze szkła. Dopiero później czytałem Objawienie Jana i tam był opis nowego miasta Jeruzalem, całkiem trafny , tak jak we śnie.
-w drugim śnie rozmawiałem ze starcem z laską, który był na podwyższeniu, a ja poniżej, ale z tej rozmowy nic nie rozumiałem ponieważ rozmawialiśmy w jakimś obcym języku, którego nie rozumiałem.

Ponieważ nie otrzymałem daru mówienia innymi językami, jak inni podczas wkładania rąk. To leżąc w łóżku w celi zapytałem się Boga: -Boże kiedy będę modlił się innymi językami. Wtedy otrzymałem odpowiedź: - że jeszcze nie teraz.
Po chrzcie nastąpiły niesamowite zmiany w moim życiu. Chodziłem i mówiłem z odwagą o Jezusie.
Nie zapierałem się tego, że jest moim Panem. Zachęcałem i mówiłem, że należy się ochrzcic bo taka jest Boża wola. Prędzej z pracy wynosiłem produkty chemiczne, którymi handlowałem i tego zaprzestałem. Zaprzestałem handlem papierosów, kawą i kartami do telefonu. Pamiętam, że nawet wychowawcy śmiali się i żartowali czy ja nie otworzyłem na oddziale zakładu sklep "Biedronka".
Byłem dobrze zaopatrzony. Ale skończyłem z tym. Pamiętam, że z wielką przyjemnoiścią oglądałem nieprzyzwoite filmy, które potem stały się dla mnie obrzydzeniem. Nawet po tym i z tego powodu miałem spięcie z innym osadzonym. Poprostu powiedziałem, żeby sobie oglądał jak mnie nie ma pod celą, bo ja sobie nie życze w mojej obecności.
Ponieważ nie wróciłem z przerwy w karze zostałem zdegradowany w statusie więziennym do grupy zamkniętej. Nie rokowali mi przez to wcześniejszego wyjścia. Ale ja robiłem co mogłem, aby być najlepszym osadzonym. Pracowałem, roznosiłem posiłki i jeszcze sprzątałem pokoje wychowawców. W pół roku po chrzcie stanąłem na komisje o to abym mógł otrzymać możliwość korzystania z przepustek. Dyrektor powiedział, że otrzymuje ten status pod warunkiem, że zostane w tym zakładzie - oczywiście, że zgodziłem się.

Na nowej celi nikt nie chciał rozmawiać o Jezusie. Nie mogłem już więcej chodzić na spotkania na poprzedni oddział, było mmi bardzo smutno z tego powodu. W międzyczsie starałem się o ułaskawienie - nie dali. Dowiedziałem się o tym we wtorek 8 czerwca. Pamiętam, że w środę szedłem sam korytarzem w pracy (pracowałem wtedy w potężnym koncernie mięsnym) i tak pomodliłem się a raczej wylałem mój żal przed Bogiem: - Boże zostawiłeś mnie tu samego, nie mogę chodzić na spotkania do braci, pod celą nikt nie chce rozmawiać o Tobie. Jest mi ciężko. Pamiętam ten dzień, bo to było Boże Ciało 10 czerwca w czwartek, kiedy to rano oddziałowy otworzył o ósmej drzwi na spacer mówiąc do mnie: - Jutro jedziesz w transport.
A to oznaczało, że jadę do innego zakładu. W tym czasie czytałem Ezechiela 12 rozdział i tam jest napisane o domu przekory i o tym aby prorok spakował się na ich oczach i wyszedł z tego domu. Wiedzialem, że to od Boga słowo pocieszenia dla mnie. Tak też stało się, spakowałem się i w piątek pojechałem. Przyjechałem do miasta bliżej mojego zamieszkania. Na nowym Zakładzie dostałem pracę i oczywiście mogłem być co tydzień w domu. Co tydzień w poniedziałki przychodzili do nas bracia z miejscowego kościoła.

Pewnego razu kiedy byłem w domu na przepustce to było pewne, że nie mam jak dostać się do kościoła na nabożeństwo. Pamiętam jak zwróciłem się do Boga mówiąc: - Boże w domu nie ma pieniędzy, nie mam jak dostać się na nabożeństwo a bardzo bym chciał. To było w sobotę wieczorema tu niespodzianka, tata przyjechał z pracy, z zagranicy w nocy. Rano poszedłem i zapytałem się czy mogę wziąć samochód, bo chciałem jechać do kościoła. Tata odpowiedział, że w kuchni leżą kluczyki i pojechałem.
Na tydzień przed tym jak miałem stanąć na wokandę o wyjście na warukowe zwolnienie, przyjechał na Zakład inny brat, z którym byłem w poprzednim Zakładzie. Zapytał czy jestem ochrzczony w Duchu Swiętym, to znaczy czy modle się w innych językach. Odpowiedziałem mu, że pare razymodliliśmy się z braćmi w tej intencji, a ja sam wiele razy zamykałem się w toalecie i prosiłem Boga
o chrzest. Zacząłem nawet miewać sny, w których modlę się innymi językami. Ten to brat polecił mi abym na wolności udał się do innego brata i abyśmy modlili się tak długo, aż zostanę w ten sposób ochrzszczony. Przyszedł w końcu dzień, w którym wyszedłem na wolność. Na kolejny poszedłem odwiedzić starszą juz siostrę w Panu. U niej pomodliliśmy się, pośpiewaliśmy pieśni i potem udałem się do pastora z mojego miasta, którego poznałem kilka miesięcy temu. Opowiedziałem mu to wszystko o czym rozmawiałem z tym bratem w Zakładzie i że czuje w sercu, że to jest ten moment.
Pośliśmy do kuchni w jego mieszkaniu. Tam położył rękę na mojej głowie i powiedział żebym się modlił. Zacząłem od Aleluja i po chwili zrobiłem się jakby radosny, wesoły. Pastor powiedział, że Bóg chce abym głośno modlił się. To było niesamowite tak jakbym zostal faktycznie w coś zanużony,jakby w wodzie ale to nie była woda. I zacząłem modlić się w innym języku, który poprostu wypływał ze mnie. Po tym wszystkim poszedłem jeszcze na działki ponad dwie godziny chodząc i modląć się i śpiewając na językach. Cieszyłem się i dziękowałem Bogu.

Dziś czuje się dzieckiem mojego Boga, zawsze mogę do Niego przyjść i wiem że nigdy mnie nie zawiedzie, bo mój Bóg mnie kocha. Wiem to stąd, że mam wewnętrzne przekonanie, jak i Biblie to potwierdza w liście do Rzymian 8,14-17

"Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzieliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze"

Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy. A jeśli dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko razem z nim cierpimy, abyśmy razem z nim uwielbieni byli.
Mam świadomość tego, że jestem obywatelem Królestwa Bożego, gdyż mój Pan Jezus Chrystus jest moim Królem. Mam niesamowitą radość, że On powołał mnie do budowania swojego Królestwa Bożego. Cieszę się, że mój Pan jest moim Zbawicielem i oddał swoje życie za mnie na krzyż.


"Zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla milosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Swiętego."

List do Tytusa 3,5

Zbyszek.

piątek, 28 października 2011

"Efektywni dla Królestwa" - Wyjątkowa konferencja 05-06 Listopad 2011


Zapraszamy serdecznie każdego na wyjątkowy czas na wspólnej konferencji w Dublinie. Mamy zaszczyt gościć już drugi raz kochanych i Bożych ludzi - Wandę i Wiesława Ziemba z Legnicy.


Sobota 05 Listopada od 13:00 - 18:30

13:00 - 13:30 Uwielbienie, modlitwa, ogłoszenia
13:30 - 14:30 Sesja I
14:30 - 14:45 Przerwa
14:45 - 15:45 Sesja II
15:45 - 16:15 Przerwa
16:15 - 17:15 Sesja III
17:15 - 17:30 Przerwa
17:30 - 18:30 Sesja IV

Niedziela (Polskie Nabożeństwo) 06 Listopada od 15:00 - 17:00

W czesie konferencji dzieci mogą zostać pod opieką wykfalifikowanych
nauczycieli szkółki niedzielnej.

Jeśli masz pytania napisz do mnie.

środa, 12 października 2011

Szkolenie dla pracowników wśród dzieci 2010 - 2011


Szkolenie dla pracowników wśród dzieci dobiegło końca drugiego października 2011. Uczestniczyło w nim dziewięć osób, które były zainteresowane głoszeniem ewangelii dzieciom. Szkolenie było prowadzone przez Asie Pilch Lewicka i Danusie Plintę pracowników stowarzyszenia Miłość Edukacja Dojrzałość www.med.org.pl.

Asia i Danusia przyjechały do Irlandii dwukrotnie prowadząc trzydniowe kursy wprowadzając uczestników w teorię i praktykę pracy z najmłodszymi.
Każdy uczestnik szkolenia przygotował lekcję biblijną, prezentację nauki wersetu, zapoznał się metodami nauczania doktryn biblijnych, zasadami dyscypliny wśród dzieci.
W czasie szkolenia, mieliśmy okazje poznać metody zainteresowania dzieci Ewangelią używając Książeczki Bez Słów (KBS), opowiadanie historii biblijnych, tłumaczenie zasad wiary chrześcijańskiej na przykładach i historiach misyjnych.

W maju przed drugim spotkaniem dla pracowników wśród dzieci, z Asią i Danusią odwiedziliśmy Sama Doherty w Lisburn w Północnej Irlandii. Sam, był inspiratorem powstania szkoleń dla pracowników wśród dzieci w Polsce pod koniec lat 80’, wykładowcą i mentorem dla setek studentów. Sam Dohery pokazał nam wydawnictwo CEF( Children Ewangelism Fellowship). Mieliśmy okazję zobaczyć magazyn pełen książek gotowych do wysłania w różne miejsca na świecie. Sam, obdarował nas swoimi książkami przetłumaczonymi na język polski oraz częścią materiałów w języku polskim i angielskim do prowadzenia szkółek niedzielnych.



Na ostatnie trzecie spotkanie przyjechała sama Asia Pilch-Lewicka. W sobotę poprowadziła, wykład i egzamin z przygotowanych lekcji. W niedziele mieliśmy okazję usłyszeć jej świadectwo pracy z dziećmi na klubach dobrej nowiny, obozach dla dzieci. Asia, zachęciła wszystkich jeszcze raz do poważnego potraktowania pracy wśród dzieci cytując werset z Ewangelii Łukasza „pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie” przestrzegając, „aby nie zginą jeden z tych małych”. Na końcu Asia razem z Rafałem i Ewą rozdali dyplomy uczestnikom szkolenia i wspólnie modliliśmy się o naszą służbę powierzając Bogu dzieci, które przychodzą na spotkania oraz „dyplomowanych” nauczycieli.
Dzieci, są Kościołowi dane, ale i zadane. Jako rodzice mamy wobec nich powinność przyprowadzenia ich do poznania pełni łaski w Jezusie Chrystusie, który jest Zbawicielem.

Myślę, że bardzo skorzystaliśmy ze szkolenia prowadzonego przez MED. Obecnie wszystkie osoby zaangażowane w szkółki niedzielne są świadome swojej pracy i misji, jaka jest im powierzona. Szkolenie wzmocniło umiejętności i udoskonaliło metodę prowadzenia szkółek, dało pewność kierunku w jakim zmierza rozwój kościoła polskiej społeczności w Irlandii.



Autor tekstu: Piotr Jokiel

wtorek, 19 lipca 2011

"Znalazłam to czego szukałam" - prawdziwa historia Oli Janka


Ukończyłam maturę i nie wiedziałam co mam robić dalej, ponieważ nie dostałam się na studia. Zawsze marzyłam o podróżach, poznaniu innej kultury i języka obcego. Zdecydowałam, że pojadę na roczny program au pair do Stanów. Miałam chłopaka od pięciu lat, któremu pomysł wyjazdu nie spodobał się wcale. Tłumaczyłam jemu i sobie, że to tylko 12 miesięcy.Wszyscy znajomi ostrzegali nas, że związek na odległość nie ma szansy na przetrwanie. Pomimo wszystkich opinii, coś głęboko w sercu podpowiadało mi: Jedź!

W Stanach osiągnęłam więcej niż chciałam. Studiowałam na wydziale psychologii, miałam swój samochód, wynajmowałam piękny apartament, byłam niezależna finansowo i w miarę ustatkowana. Mogłam sobie pozwolić na wszystko o czym tylko pomyślałam, a wakacje w Miami na Florydzie były dla mnie jak wypad weekendowy w góry. Zaczęło mi powoli odbijać. W niedługim czasie zerwałam z moim chłopakiem. Rozpoczęły się poszukiwania szczęścia... randki! Pewnego dnia poznałam Daniela, niby się zakochałam.... Jednak cały czas czegoś mi brakowało... Dół za dołem psychicznym pojawiał sie coraz częściej i częściej... Miałam już wszystko, o czym dziewczyna w wieku 20 lat mogła pomarzyć (według mnie). W miedzy czasie moja rodzina przyjechała w odwiedziny, gdzie swoją obecnością i miłością zaspokoili moją tęsknotę. Jednak cały czas coś było nie tak. Już sama nie wiedziałam czym mam zaspokoić to „coś” czego nie potrafiłam zidentyfikować. Tęsknota za „niewiadomym” rujnowała mój stan duchowy, emocjonalny i psychiczny.

Po półtora rocznej sielance zadzwonili do mnie z Departamentu Emigracji w Texasie z informacją o zagubieniu moich dokumentów. W tamtym czasie byłam w trakcie zmiany wizy na inny rodzaj. W jednym dniu straciłam swoją tożsamość w Stanach. W tym samym tygodniu, dziwnym trafem zatrułam się. Bardzo złe wyniki z krwi i ledwo pracujące nerki nie pozwoliły mi wrócić do pracy. Mój organizm był w krytycznym stanie - 41 stopni C nie opuszczało mnie przez pięć dni. Zostałam z tym świetnym samochodem, studiami i apartamentem sama. Musiałam zrezygnować z pracy, co sprawiło, ze nie miałam z czego się utrzymywać. Oszczędności były znikome. Tak więc straciłam wizę i zdrowie, ale miałam dwie możliwości: powrót do Polski, gdzie sama myśl o tym przyprawiała mnie o dreszcze, albo nielegalny pobyt w Stanach, i walka przez prawników o odzyskanie wizy, gdzie istotnym szczegółem był brak kopii zagubionych dokumentów ze względu na wcześniejszą przeprowadzkę.

Znalazłam „świetne” rozwiązanie: małżeństwo z Amerykaninem! W Nowym Yorku "inwestycja" tego rodzaju kosztuje osiem do dziesięciu tysięcy dolarów. Gdzie ja znajdę jakiegokolwiek kandydata tutaj na południu? ... Poludniowa Karolina to nie Nowy York!

Zadzwoniłam do jednego kumpla-pierwszy i ostatni telefon-zgodził się zrobić to jako przysługę. Powiedział, że rozumie moją sytuację. "Szczęściara z Ciebie Olka!”- wszyscy znajomi tak mówili, włącznie z rodziną. „Trzy lata minie szybko, a zdobędziesz obywatelstwo amerykańskie, potem rozwód i jesteś wolna!”-każdy powtarzał. To było rozwiązanie stulecia dla sytuacji w jakiej się znalazłam.

Został tydzień do ślubu z Nicholayem. Zadzwonił Daniel.

-„Chciałbym z Tobą szczerze porozmawiać...wiem, że już nie zostało wiele czasu, jednak muszę Ci to powiedzieć: nie możesz wyjść za mąż za niego. -„Dopiero teraz mi to mówisz? Chyba oszalałeś! Jest już za późno. Trzeba było to wcześniej przemyśleć.” Nastała długa cisza. „A dlaczego zmieniłeś zdanie?”- zapytałam. Odpowiedź zabrzmiała jak grom z nieba: ”W BIBLII ROZWÓD JEST ZAKAZANY. NIE MOGĘ POŚLUBIĆ ROZWÓDKI.” Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z Biblią, ale poczułam, że jest w tym coś ważnego, co dotychczas jeszcze mnie nie dotyczyło. Bez głębszych wyjaśnień uwierzyłam. Głęboko w sercu, wiedziałam, że Daniel ma racje. Nie potrafiłam tego wyjaśnić, ale mu zaufałam.

Zdecydowałam, że pojadę do Polski.W ciągu jednego tygodnia kupiłam bilet. Odwołałam ślub. 28 kwietnia zamiast do kościoła na ślub, byłam spakowana i gotowa do wyjazdu do Nowego Yorku, skąd miałam wylot do Krakowa. Daniel, po przedstawieniu mi swoich argumentów, przekonał mnie do pozostania w Stanach. Nie spałam całą noc, wiedząc, że popełniłam duży błąd. Miałam wracać! Po trzech dniach Daniel już też wiedział, że to nie była słuszna decyzja. Kupiłam drugi bilet na 6 maja. Tym razem skorzystałam z niego. Miałam przystanek w Chicago. Zadzwoniłam ostatni raz i powiedziałam, że zobaczymy sie wkrótce, z nowa wizą w paszporcie!

Było fajnie zobaczyć rodzinę, pobyć w miejscowości, w której spędziłam całe swoje dzieciństwo, powspominać stare dzieje. Jednak ja już miałam swoje życie w Stanach i nic nie mogło tego zastąpić. Mijał dzień za dniem. Czekałam na wizytę w amerykańskim konsulacie. Monotonność wzrastała. Pojawił się dół psychiczny, który narastał coraz bardziej i bardziej. Któregoś dnia mój były chłopak pojawił się w Polsce na weekend ... żeby się spotkać. W jakimś stopniu wypełnił tę pustkę, która narastała w moim sercu. Było świetnie. Wróciły jakieś stare uczucia. Zerwałam z Danielem. Kamil wrócił do Irlandii, ja zostałam w domu. Miedzy czasie kupił bilet dla mnie, żebym przyjechała do niego do Irlandii, i żebyśmy rozpoczęli wszystko od nowa.

Telefony ze Stanów - Daniel i Irlandii - Kamil dzwoniły nieustannie. Odwołałam spotkanie z konsulatem amerykańskim. Po wyjeździe Kamila wpadłam w depresję, która pogarszała mój stan psychiczny z każdym dniem. Nie mogłam sobie wybaczyć wielu błędów jakie popełniłam. Pojawiła się nowa myśl w mojej głowie jako najlepsze rozwiązanie: samobójstwo. Nie było dla mnie żadnego sensu, żeby żyć. Wszystko straciło jakąkolwiek wartość. Nikt nie wiedział o moich planach. Myśli gdzie i jak TO zrobić dawały mi poczucie "bezpieczeństwa" i jedynego rozwiązania. Z dnia na dzień było gorzej. Rodzice widząc mnie w takim stanie depresyjnym, próbowali mi pomóc z każdej strony: psycholog, ksiądz, dowcipy i prince polo.... na nic!

Jednego dnia stwierdziłam, że potrzebuję ciszy, spokoju, bez udawanych żartów, bez telefonów. "Mamo potrzebuję pobyć w klasztorze”- zadeklarowałam. Miało być cicho, tam miałam obmyślić plan samobójstwa.

Daniel zadzwonił w sobotę wieczorem, dwa dni przed pójściem do klasztoru. Rozmawiał bardzo długo z moją mamą. Słyszałam zmartwiony głos mamy z pokoju obok. Po bardzo długim czasie przyniosła mi telefon do pokoju i mówi: "Porozmawiaj z nim chwilkę, on tego bardzo potrzebuje". Byłam wściekła, że w ogóle mi przeszkadza i po co tu przychodzi. Wzięłam słuchawkę i zaczęliśmy rozmowę. Był to monolog w 90% ze strony Daniela, ale jakoś dziwnie mi się spodobał. Daniel powiedział, że nie czuje się zraniony przeze mnie, że wszystko jest ok, bez żadnych pretensji. Tylko, że jest jedna rzecz o którą chciałby mnie poprosić. Jeśli to zrobię dla niego, on już nigdy do mnie nie zadzwoni, dokładnie jak sobie tego życzyłam.

"Idź do kocioł zielonoświątkowego w Oświęcimiu ... jutro”- powiedział. Zaskoczył mnie bardzo. To nie był problem. „Zajdę tam jutro i będzie po wszystkim”-pomyślałam.”I już nigdy nie zadzwoni-świetnie. Hahaha nie musi!... Mnie juz nie będzie".

Następnego dnia, w piękny poranek majowy, powiedziałam do rodziców, że jedziemy do kościoła. Byli gotowi w pięć minut, ponieważ zobaczyli pozytywną zmianę w moim zachowaniu. Zresztą w tamtym czasie oni byliby gotowi zrobić wszystko, żeby mi pomóc.

Pojechaliśmy. Przed wejściem zdążyłam tylko poinformować mamę, że ci wszyscy ludzie są bardzo mili i dużo się uśmiechają i, że nabożeństwo trwa dwie godziny- tylko tyle zapamiętałam z tego jak Daniel zabrał mnie do kościoła w Stanach.

Po najpiękniejszym uwielbieniu, jakiego doświadczyłam w tamtym czasie, PAN JEZUS przyszedł do mnie, dosłownie przytulił mnie, zabrał całe poczucie winy, stan depresyjny, i wszelkie myśli samobójcze. Poczułam niewysłowioną radość i wolność. Moje serce było czyste! OCZYŚCIŁ JE Z WSZELKIEGO GRZECHU I DAŁ MI NOWE ŻYCIE!!! Alleluja!!!

"Przyjdźcie do mnie, a ja zapewnię wam odpoczynek. Chodźcie wszyscy, utrudzeni przygniatającym was ciężarem". Mat. 11,28

Nigdy nikt nie zwiastował mi ewangelii. Daniel nigdy się nie objawił przede mną jako osoba mocno wierząca w Pana Jezusa Chrystusa.
Wyszłam z kościoła nowo narodzona. Jezus uwolnił mnie od papierosów, od przeklinania, i przede wszystkim wyciągnął mnie z depresji. Radość jaką wlał do mojego serca jest nie do opisania, również nie do wyobrażenia dla kogoś, kto nie miał okazji tego doświadczyć. Jezus był osobą, której nie potrafiłam zidentyfikować. Od tamtego momentu ON jest sensem mojego życia. Chwała Bogu! Również nigdy nie zapomnę tego, jak mocno moi rodzice przeżywali ten dzień aż do końca dnia, kiedy moja mama zasypiając, widziała chór śpiewających aniołów. Atmosfera w domu była pełna Bożej radości!!!

Po powrocie z kościoła, nie mogłam się doczekać, żeby wszystko opowiedzieć Danielowi. Jak zadzwonił, wiedziałam, że tylko on mnie zrozumie, wiedziałam, że chcę być blisko Jezusa razem z nim.

Bilet do Dublina był już dawno kupiony. Nie mogłam znowu, tak jak ze Stanów, zadzwonić do Kamila i powiedzieć mu w ten sam egoistyczny sposób, że to koniec z nami. Nie potrafiłam mu wyjaśnić, że Jezus zamieszkał w moim sercu, że jestem kimś innym teraz, że pragnę żyć dla Niego. Zdecydowałam, że pojadę tam zwiastować Kamilowi dobrą nowinę i że wrócę za kilka dni. Chciałam mu pokazać, że teraz już nie możemy być razem, bo Pan Bóg ma swój plan dla każdego z nas. Pragnęłam mu również opowiedzieć o mojej przemianie dzięki Bogu . Miałam tyle wiary i siły od Boga... Dziwne przekonanie pojawiło się w mojej głowie, że jeśli zapalę papierosa w Irlandii, to cała depresja powróci.

Pojechałam. Trzymałam się mocno. Modlitwa pomagała mi w każdej chwili. Minęło kilka dni... przestałam sie modlić. Czułam się jak na pustyni. Zapomniałam...zapaliłam...i wróciło wszystko... Zerwałam kontakt z Danielem.

Daniel modlił się o mnie dniami i nocami. Kombinował na wszystkie sposoby jak by się tu ze mną skontaktować. W domu zabroniłam podać mu nowy numer telefonu do mnie. Bombardował mnie listami z ewangelią codziennie. Podczas przerwy na lunch, zamiast zjeść posiłek, udawał się do kafejki internetowej. Prawdą było to, że na każdy list oczekiwałam jak na dzienną porcje tlenu. Treść każdego maila była bardzo istotna dla mnie. Jednak nie potrafiłam podjąć żadnej decyzji, i oczywiście Kamil, któremu obiecałam, że zostaję z nim. Jedno zdanie zabiło moje ociąganie się: „Jezus puka do twojego serca, usłysz to teraz, bo już drugi raz może nie zapukać”. Wystraszyłam się, że już nigdy nie będę mieć takiej radości i pokoju w sercu. Zatęskniłam za Jezusem. Tego samego dnia wybrałam się do centrum Dublina. Czułam się pusta wewnętrznie, rozmyślałam o swojej egzystencji, w której znowu nie było żadnego sensu. Zadzwonił Daniel. Słysząc jego głos, cichy i spokojny, on pełen radości, od której ja uciekłam, przypomina mi jeszcze raz, że Jezus uwolnił mnie od papierosów, od przeklinania, od samobójstwa. Zapytał co się stało? Wszystko to wróciło, czy tego pragnęłam? ...

Dodał: " Acha, i wiesz co?”. Zawsze tak zaczynał zdanie, kiedy chciał powiedzieć coś nowego. „Będziesz moją żoną. Nie wiem kiedy, ale mam takie przekonanie w sercu i to przekonanie włożył mi sam Bóg. Nie byłbym w stanie być już z tobą, po tym co zrobiłaś. Wiec to naprawdę jest Bóg!!!” Poczułam w sercu, że coś w tym jest, nutka prawdy, której nie potrafiłam zaakceptować tak od razu. I przede wszystkim, ja też miałam to samo przekonanie w sercu, po nabożeństwie.

W tamtym czasie dla Daniela był to niesamowity czas bliskości z Bogiem. On nie czuł się samotny czy zraniony. Bóg dawał mu mnóstwo nadziei i pocieszenia, pokoju i radości, wiary i siły. Tylko ON może ukoić twoje serce w tak niesamowity sposób w czasie wszelkich trosk, problemów i ciężkich chwil. TYLKO JEZUS!

Wróciłam z miasta, uklęknęłam, zaczęłam płakać, wyznawać grzechy, prosić o przebaczenie, czytałam Biblię. Jeszcze raz moje serce zostało dotknięte przez Jezusa. Było lekkie jak piórko i pełne radości. Kolejny raz Bóg nie zapomniał o mnie. On nigdy nie zapomina o swoich dzieciach. Raz jeszcze pokazał mi, że tylko na Nim można polegać. Nie zawiódł – ON NIGDY NIE ZAWODZI!

Weszłam na internet. Moja siostra była na gadu gadu. Zapytała mnie, czy jestem szczęśliwa z Kamilem? Łzy napłynęły mi do oczu. Było to dla mnie potwierdzenie, że mam wracać. Ania, moja siostra, nie potrzebowała usłyszeć żadnej odpowiedzi. Padło pytanie z jej strony: "Co ty do cholery tam jeszcze robisz? Zaraz kupujemy ci bilet powrotny".

Ale co z Kamilem? Wyszłam po niego na przystanek. Zaczęłam rozmowę. Wpadł w furię. Wrzeszczał na cały park: "ZNOWU mi to robisz?" Tylko Bóg mógł dać mi tyle siły, żeby znowu się nie wycofać. Chronił mnie od podpowiedzi szatana i sam zakończył mój pobyt w Irlandii.

"Daniel kup mi bilet do Polski na jutro" - tymi słowy Bóg dopomógł mi postawić przysłowiową „kropkę nad i”. Bilet już był kupiony. Nad ranem wyleciałam. Było ciężko jeszcze przez te kilka godzin, popełniłam kolejne błędy, których nie naprawię nigdy, ale zostały mi one odpuszczone. Zraniłam Kamila bardzo. Nie chciałabym już nigdy potraktować ani jego ani kogokolwiek innego w ten sposób. Był czas kiedy kochałam go, jednak Bóg miał swój plan dla mnie. Wysłał mnie do USA, aby pokazać mi, że życie nie opiera się na dobrach materialnych. Bóg zna każdego z nas i wie jak dotrzeć do nas z osobna. Nie na darmo policzone są włosy na głowie każdego z nas... tak mówi Słowo Boże.

W Polsce szybko odnalazłam swoje miejsce. Pojechałam na obóz, gdzie głównym priorytetem było słowo Boże wykładane przez Mirka Kulca. Ludzie, których tam poznałam kochają Boga całym sercem. W miejscowości, w której mieszkam, poznałam kilka osób wierzących którzy dodawali mi otuchy w ciężkich chwilach. Zabierali mnie na koncerty chrześcijańskie, ewangelizacje, grupy domowe, i oczywiście na obóz. Czułam, że Bóg posługuje się nimi do opieki nade mną, abym nie zeszła z Jego drogi.

Co z Danielem? Powiedział, że nigdy nie wróci do Polski. Sam zadzwonił i oznajmił, że ma przekonanie w sercu, że musi wrócić do Polski. To było wolą Bożą dla niego! Bez Boga nigdy nie podjąłby takiej decyzji. 11 sierpnia oświadczył mi się zaraz po wylądowaniu na lotnisku w Krakowie.

Jesteśmy małżeństwem od 26 maja 2007. Nasze życie to dążenie do bliskiej relacji z Bogiem. Pomimo wielu sprzeciwów w rodzinie wobec naszego ślubu, kolejny raz Bóg nie zostawił nas. Dał nam mnóstwo siły, żeby przetrwać wszelkie ataki. Pocieszał nas tymi słowy:

„Nie bój się maleńka trzódko! Gdyż upodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo” Łk. 12, 32.

Cóż za szczęściem jest znać Jezusa! Życzę każdemu z Was najpiękniejszej, szczerej, i niepowtarzalnej relacji z Panem Jezusem! Wierzę, że jeśli przeczytałeś/aś moje świadectwo poznania Pana Jezusa, to jest to sposób w jaki Bóg woła Ciebie! On pragnie relacji z tobą!!!!

„Pouczę ciebie i wskaże ci drogę, którą masz iść; Będę ci służył radą, a oko moje spocznie na tobie”. Psalm 32,8

„Czujniej niż wszystkiego innego, strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia”! Prz. Sal. 4,23