Dzień
zaczęliśmy razem z Darkiem od zawieszenia polskiej flagi na balkonie ,
która uszyła mi Ola jeszcze w Dublinie. Flaga zawisła w naszym pokoju na
9 piętrze było ją widać doskonale widać z dalekiej odległości. Razem z Darkiem ruszyliśmy na kolejne pyszne śniadanie. Po śniadaniu większość
Polaków z naszego hotelu - Jerusalem Gardens postanowiła po wygrzewać
się trochę w słońcu na otwartym basenie.
Mogłem się zrelaksować i kompletne zapomnieć o irlandzkiej zimnej i deszczowej pogodzie. Poniżej moi ulubieni nowożeńcy z Wrocławia - Oliwia i Dawid, których miałem okazję poznać pierwszego dnia wycieczki. Od razu oboje polubiłem bardzo.
Poznałem
też fajną parę Izraelczyków, którzy przyjechali do hotelu na kilka dni.
Mieliśmy fajną i miłą rozmowę. Dziewczyna, której imienia nie pamiętam
powiedziała mi, że pracuje w armii izraelskiej i że ma 19 lat.
Dowiedziałem się, że służba wojskowa w Izraelu jest obowiązkowa i trwa
zazwyczaj 3 lata. Dzięki Bogu, że nie byłem w armii!
Wielokrotnie mogłem
później oglądać uzbrojone po zęby umundurowane służby obronne, żołnierzy, straż graniczną
czy nawet ochronę w naszym hotelu z bronią na ostrą amunicję ( karabiny
typu M45, czy ręczną broń typu Magnum ). To powoduje w mojej opinii
generalną i stałą ochronę siebie jak i państwa.
Czy to dobre? Na
pewno taka postawa wywołuje w każdym przypuszczalnym agresorze strach i dogłębne przemyślenie czy warto atakować, tak broniącego się obywatela czy
państwa.
Poznałem
się lepiej też z Jamilem z Kalisza. Długo sobie mogliśmy fajnie
pogawędzić. W czasie rozmowy z tym panem niezwykle wzrosła moja wiara
w trakcie dzielenia się swoimi świadectwami tego co Bóg czyni w naszym
życiu. Jego przykład i świadectwa nie zwykle mnie wzruszyły.
Po tym uniesieniu ruszyłem do swojego pokoju 922.
Po wejściu od razu zauważyłem, że moja kosmetyczka, która leżała na biurku pod lustrem była otwarta. Pamiętam, że przed wyjściem zamykałem ją, żeby nikt nie zauważył portfela w środku.
Zajrzałem
do portfela i nie wierzyłem. 200 dolarów, pieniędzy, które miałem z
ofiar z kościoła na błogosławienie ludzi w Izraelu i moje 50 dolarów z
drugiej przegrody w portfelu zniknęły.
Okradziono mnie.
Była to wyrafinowana
kradzież. Miałem w portfelu sporą sumę pieniędzy. Część pieniędzy miałem na kupno Szofaru do kościoła, inna część pieniędzy w osobnej przegródce w portfelu to ofiary ludzi z kościoła na błogosławienie Żydów w Izraelu, a pozostałe w jeszcze innym miejscu w portfelu to moje kieszonkowe.
Ktoś miał czas żeby przemyśleć ile wsiąść, żebym od razu może na to nie wpadł. Moje przepuszczenia padły na dwóch sprzątaczy z hotelu.
Darek
był w tym czasie w łazience. Powiedział mi, że zanim zjawiła się
obsługa sprzątająca - room service cleaner został poproszony przez
jednego z dwóch sprzątaczy by opuścić pokój. Trwało to może 30 minut, kiedy Darka nie było w pokoju.
Udałem się
niezwłocznie na recepcje hotelową z moim portfelem w ręku. Pokazałem i
wyjaśniłem co przed chwilą zaszło. Zapewniono mnie, że kamery, która są w
korytarzach w hotelu zostaną dobrze sprawdzone.
Nie schowałem portfela do sejfu będąc trochę za pewnym, że nikt mnie nie nieokradanie.
Portfel trzymałem w kosmetyczce, która była zapięta i leżała pod lustrem w naszej sypialni.
Był to przełomowy moment dla mnie w Izraelu. Od tego momentu zaczęły się cuda.
Podzieliłem
się ta sytuacja z różnymi osobami z naszej grupy. Modliłem się, żeby
diabeł oddał podwójnie to co ukradł według fragmentu z biblii. Modliłem
się słowami z 2 Księgi Mojżeszowej, rozdział 22, wersety 1 i 4 przeciwko
złodziejowi.
"Jeżeli ktoś ukradnie wolu lub owce, a potem je zarżnie lub sprzeda, odda pięć wołów za wołu, a cztery owce za owce".
"Jeżeli w jego posiadaniu znaleziono coś, co skradł, czy to wołu, czy jagnię jeszcze żywe winien zapłacić podwójnie".
Były
też osoby z większą wiarą od mojej, gdy modliły się przy mnie by diabeł
oddał to co mi ukradł siedem razy. Wiedziałem, że jestem odpowiedzialny
za te pieniądze. Zwłaszcza kościelną sumę, która była mi powierzona.
Było
mi przykro, że tak się stało. Czułem też, że powinienem mimo to pójść
na ulice i zrobić to o czym marzyłem przed przylotem. Po uwielbiać Pana
Boga z Polską flagą:
Poland loves Israel.
Miałem też wsparcie. Po przeciwnej stronie siedzieli i czuwali: Darek,
Ula, Jola i Ania. Nie byłem pewien jakiej reakcji mogę się spodziewać.
Wiedziałem natomiast, że muszę uwielbiać w tym miejscu Pana Boga.
Rozwiesiłem
flagą na balustradzie przy Cytadeli Dawida w Starym Mieście i zacząłem
śpiewać swoje i nie swoje piosenki po piosenki po angielsku i po polsku. W czasie
tego grania, Bóg wlewał mi w serce ogromną miłość do przechodniów. Teksty piosenek były o miłości do Boga, Jezusa. Ludzie przysłuchiwali się z okien kamienic. Reakcje ludzi no to co robiłem były niezwykle pozytywne. Podchodzili do mnie przechodnie z różnych krajów i rozmawiali. Poznałem pierwszego dnia między innymi 3 osoby z chrześcijańskiej ambasady z Jerozolimy, pastora z Meksyku, Niemców, różne osoby z Polski. Reakcje ludzi były niezwykle sympatyczne.
Czułem jak Bóg kocha to miasto, jak uwalniana jest radość, wolność i życie. Kilka razy mówiłem głośno do ludzi, że Bóg ich kocha i kocha to miasto, że jestem Polakiem mieszkającym w Irlandii, który jest tu by powiedzieć, że Polska kocha Izrael.
Chodnik na którym stałem był miejscem łączącym chrześcijańską dzielnice z ormiańską i żydowską. Na przeciw mnie stały szwedzka szkoła biblijna. Po prawej na wprost było bardzo ruchliwe przejście do dzielnicy arabskiej.
Po około godzinnym graniu. Ruszyliśmy razem z Darkiem, Ula, Jolą i Anią do hotelu na kolację a później do naszej sali spotkań na godzinę 18:00 w Clal building, który jest poniżej.
Razem z nami Polakami, była grupa kilkunastu Niemców. Oprócz nas na to spotkanie został zaproszony prorok Izrael ( stojący na środku na zdjęciu ). Izrael urodził się i wychował w Izraelu. Jego rodzina pochodziła z Krakowa, gdzie została w większej części wymordowana w czasie holokaustu.
Dowiedziałem się też później, że córka Izraela zginęła w zamachu bombowym w autobusie, w którym jechała niedaleko od Clal building.
Izrael to niezwykły człowiek. Robił i robi to co Pan Bóg do niego mówi w każdym tego słowa znaczeniu.
Kilka lat tamu w tym samym budynku przyszedł by spotkać Pastora Jurka Rycharskiego i innych Polaków, którzy z tego co pamiętam byli w Izraelu pierwszy raz. Izrael miał na głowie Polską czapeczkę. Podzielił się proroczym słowem do nieznanych mu w tedy ludzi. Jurek powiedział mi osobiście, że było to słowo od Pana Boga i bardzo zachęciło go do kontynuowania całodobowego i siedmiodniowego uwielbienia w czasie Święta Namiotów - Sukkot.
Izrael na naszym spotkaniu powiedział wiele ciekawych rzeczy. To co mnie dotykało i co się stało. Prorok Izrael powiedział coś takiego:
Nie jestem w stanie pomodlić się każdy z was. Nie oczekujcie, że będę się o Was modlił. Nie będę tego robił. Wyciągnijcie swoje ręce do Jezusa, który jest w niebie i powiedźcie Bogu czego oczekujecie.
Co chcecie aby Wam uczynić w czasie Święta Namiotów. Modliłem się bardzo szczerze pragnąć doświadczać Bożej obecności cudów i znaków, intymnej Bożej obecności, przełomów w moim życiu.
Pieniądze od ludzi na ulicy:
Kilka dnie póżniej.
Postanowiłem po uwielbiać Pana Boga w starym mieście pod cytadelą Dawida - tam gdzie wcześniej.
Był
to trochę trudny czas, jeśli chodzi o granie na ulicy. Nie mogłem się
za bardzo "przebić" przez pierwsze kilkanaście minut. Czułem zmaganie i
trud, na ulicy było znacznie głośniej niż poprzednio. Zaczęłam się
modlić na głos kiedy grałem na gitarze, by Jezus przegonił to co nie
pozwalało mi w wolności i radości uwielbiać Jego imię. Po jakimś czasie
zobaczyłem moich współtowarzyszy Jolę, Darka i Ulę jak siedzą na przeciw
mnie i wspierają mnie duchowo.
W czasie grania lub
raczej jak kończyłem śpiewać piosenki podchodziły do mnie różne osoby by
porozmawiać. Jedna z nich podeszła i wręczyła mi 50E
. Za chwilę
inna kobieta z Holandii podeszła i poprosiła o modlitwę. Zawołałem Ulę i
razem pomodliliśmy się o pewne życiowe problemy, które ta pani miała by
Bóg pomógł je rozwiązać. Po jakimś czasie skończyłem wywyższać Boga i
ogłaszać Bożą miłość dla Jeruzalem. Poszedłem do pobliskiej kawiarni
napić się mrożonej kawy. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu Ula wręczyła mi
kolejne 50E od tej samej pani z Holandii o którą się właśnie modliliśmy.
Nie były to absolutnie pieniądze za modlitwę. Ta kobieta poczuła, żeby
przekazać mi tą sumę przez Ulę obawiając się, że mogę tych pieniędzy nie
wsiąść.
Wyszedłem z kawiarni usiadłem pod ścianą i się rozpłakałem.
Bóg wie kiedy zadziałać i jak dotknąć człowieka! :)
3 dni później:
Zadzwonił
do mnie hotelowy telefon, kiedy byłem w pokoju. Usłyszałem głos w
słuchawce, managera hotelu, który się przedstwił. Opowiedziałem mu co
się dokładnie wydarzyło i jak zostałem okradziony.
Manager poprosił mnie, żeby zszedł na dół na recepcje z moją kartą płatniczą na którą to hotel przelał mi
250 dolarów. Dokładnie tyle ile zostało skradzione z mojego portfela.