piątek, 18 października 2013

"Mały chłopiec" - Wspomnienia z Jerozolimy



Czas i chwile spędzone w Izraelu i w Jerozolimie - mieście Pana Boga to chwilę, które nigdy nie zapomnę.
Mogłem doświadczać Bożej miłości i Jego obecności. Miejsca, które widziałem i ludzi, których poznałem zostaną w moim sercu na zawsze.
Pamiętam jak grałem kiedyś na jednej z głównych ulic w Jerozolimie - Ben Yehuda. Podeszła cała rodzinka by popatrzeć i posłuchać. Śpiewałem w tedy po Polsku swoją piosenkę. Przyglądał się temu zdarzeniu mały chłopiec, który siedział sobie skupiony i wpatrzony w moją gitarę i to co robię.


Skończyłem śpiewać i grać. Podziękowałem słuchaczom i już miałem się pakować do dalszej drogi, gdy  dostrzegłem małego chłopca, który się chował za swoją rodziną i starszymi siostrami. Zawołałem na głos: Widzę, że jest tu ktoś kto chcę zagrać na mojej gitarze!
Mały chłopiec bardzo się zdziwił jak podszedłem do niego. Ściągnąłem gitarę z ramion i zawiesiłem ją na jego ramionach. Co za zaskoczenie!


Podprowadziłem małego gitarzystę w miejsce w którym sam przed chwilą byłem. Odsunąłem się do tyłu.


Co za radość i szczęście. To było fantastyczne przeżycie.
Mogłem oglądać tego małego chłopca jak się cieszy i próbuje zagrać tak jak ja przed chwilką.
Stałem na przeciwko niego. Zaczęłam rytmicznie klaskać i śpiewać łatwą wokalizę coś w stylu: OOOoooooo oooooo. :) Zachęcając gapiów by śpiewem pomogli małemu gitarzyście grać. Ludzie którzy stali obok, zwłaszcza rodzinka chłopca szybko się w to włączyła. Co wywołało jeszcze większą radość i uśmiech na twarzy małego gitarzysty. Trwało to krótką chwilę ale było to bezcenne.

Podszedłem do małego chłopca, położyłem rękę na jego cool'owy kapelusz i powiedziałem po angielsku:
"Będziesz jak król Dawid uwielbiał Pana Boga!". Pogratulowałem mu z całego serca odwagi.
Na koniec tato małego chłopca podszedł do mnie, uścisnął mi dłoń, spojrzał mi w oczy i powiedział: "Bardzo ci dziękuje za to". Cała rodzinka odeszła rozmawiając z małym chłopcem, gratulując mu tego co się właśnie stało.

Zobaczyłem w tedy jak łatwo można uwalniać radość. Każdy może dawać coś tak banalnie łatwego jak uśmiech do drugiego człowieka, chęć zauważenia kogoś, porozmawiania.

Uwalnianie radości i miłości z Panem Bogiem ma moc dotykać i zmieniać serca ludzi!

środa, 16 października 2013

"Dzień 5 - Wyprawa do Starego Miasta, Proroctwo w kawiarni, Spotkanie z Polskimi Żydami " Wspomnienia z Izraela


Zaczęliśmy dzień od bardzo wczesnego spaceru z hotelu do Clal Building około godz. 4 rano.
O 5:00 zaczynaliśmy naszą sesje uwielbienia. Pomimo wczesnej godziny. Mieliśmy super czas.
Cudownie jest oglądać wschód słońca z 14 piętra w samym "sercu" Jerozolimy.
Po powrocie na pieszo do hotelu i po zjedzniu pysznego śniadanka poszliśmy spać do swoich pokoji.
Niechciałem jednak przespać tego dnia. Około godziny 11:00 wyruszyłem sam z hotelu znowu na pieszo
pozwiedzać miasto.
To był niezwykły dzień i jeden z badzo wyjątkowych dla mnie osobiście.
Idąc ulicami nie było widać za dużo ludzi poruszających się po ulicach.
Mogłem przyjżeć się z bliska mostowi "Harfie Dawida", która robi niesamowite wrażenie.


Most ten został zbudowany stosunkowo niedawno i ma za zadanie przedłużyć linie tramwajową z jednego zachodnie części Jerozolimy do wschodniej. Podobno nie którym radykalnym Żydom wcale ta nazwa i kształt mostu nie przypadł do gustu.Osobiście uważam, że jest super!


Przyglądając się rzeczom i architekturze do okoła modliłem się o to miasto. Postanowiłem zwiedzić Stare Miasto. Udałem się do bramy damasceńskiej.


Poczułem jak bym przeniósł się w czasie. 

Opowiadanie w budowie (....)



sobota, 12 października 2013

"Bóg zaskakuje i Walczy za nas" Wspomnienia z Izraela


Po pysznym śniadanku. Pojechaliśmy nowoczesnym tramwajem z naszego hotelu pod budynek Clal.
Pamiętam nazwę stacji, która pięknie i dźwięcznie przypominała język polski. Słyszałem jej wymowę w głośnikach w tramwaju - Ha-Davidka.

Kiedy wysiadłem z tramwaju zobaczyłem grupę "dziwnie" ubranych ludzi przy stacji. Słyszałem muzykę i taniec.Okazało się, że w tej grupie osób był Paweł i jego mama, których poznałem dzień wcześniej jak grałem na ulicy w starym mieście.


Razem z grupą chrześcijan ze Szwecji, tańczyli przy skocznej żydowskiej muzyce. Chcieli w ten sposób pokazać swą sympatię do Izraela. Na sztandarze ( na wprost ) był napis z Księgi Zachariasza 12, 9 po angielsku:

„W owym dniu sprawię, że wszystkie ludy, które targnęły się na Jeruzalem, będą zniszczone”.

Porozmawiałem chwilę z Pawłem, który wytłumaczył mi idee tego pomysłu. Żydzi bo głównie do nich skierowana była ta drama, chętnie przyglądali się temu przedstawieniu i chętnie też rozmawiali.
Napis z księgi Zachariasza był "mocnym" fragmentem, przypominającym wszystkim Boże przymierzę z Izraelem.

Pieniądze od ludzi na ulicy:
Postanowiłem po uwielbiać Pana Boga w starym mieście pod cytadelą Dawida - tam gdzie wcześniej.
Był to trochę trudny czas, jeśli chodzi o granie na ulicy. Nie mogłem się za bardzo "przebić" przez pierwsze kilkanaście minut. Czułem zmaganie i trud, na ulicy było znacznie głośniej niż poprzednio. Zaczęłam się modlić na głos kiedy grałem na gitarze, by Jezus przegonił to co nie pozwalało mi w wolności i radości uwielbiać Jego imię. Po jakimś czasie zobaczyłem moich współtowarzyszy Jolę, Darka i Ulę jak siedzą na przeciw mnie i wspierają mnie duchowo.

W czasie grania lub raczej jak kończyłem śpiewać piosenki podchodziły do mnie różne osoby by porozmawiać. Jedna z nich podeszła i wręczyła mi 50E. Za chwilę inna kobieta z Holandii podeszła i poprosiła o modlitwę. Zawołałem Ulę i razem pomodliliśmy się o pewne życiowe problemy, które ta pani miała by Bóg pomógł je rozwiązać. Po jakimś czasie skończyłem wywyższać Boga i ogłaszać Bożą miłość dla Jeruzalem. Poszedłem do pobliskiej kawiarni napić się mrożonej kawy. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu Ula wręczyła mi kolejne 50E od tej samej pani z Holandii o którą się właśnie modliliśmy. Nie były to absolutnie pieniądze za modlitwę. Ta kobieta poczuła, żeby przekazać mi tą sumę przez Ulę obawiając się, że mogę tych pieniędzy nie wsiąść.
Wyszedłem z kawiarni  usiadłem pod ścianą i się rozpłakałem.
Bóg wie kiedy zadziałać i jak dotknąć człowieka! :)

3 dni później:
Zadzwonił do mnie hotelowy telefon, kiedy byłem w pokoju. Usłyszałem głos w słuchawce, managera hotelu, który się przedstwił. Opowiedziałem mu co się dokładnie wydarzyło i jak zostałem okradziony.
Manager poprosił mnie, żeby zszedł na dół na recepcje z moją kartą płatniczą na którą to hotel przelał mi
250 dolarów. Dokładnie tyle ile zostało skradzione z mojego portfela.




 




piątek, 4 października 2013

"Dzień 3: Nowo poznane osoby, okradziono mnie, Uwolnienie miłości z mego serca, Spotkanie z prorokiem Izralem, Oddano mi to co skradziono " Wspomnienia z Izraela



Dzień zaczęliśmy razem z Darkiem od zawieszenia polskiej flagi na balkonie , która uszyła mi Ola jeszcze w Dublinie. Flaga zawisła w naszym pokoju na 9 piętrze było ją widać doskonale widać z dalekiej odległości.  Razem z Darkiem ruszyliśmy na kolejne pyszne śniadanie. Po śniadaniu większość Polaków z naszego hotelu - Jerusalem Gardens postanowiła po wygrzewać się trochę w słońcu na otwartym basenie.

Mogłem się zrelaksować i kompletne zapomnieć o irlandzkiej zimnej i deszczowej pogodzie. Poniżej moi ulubieni nowożeńcy z Wrocławia - Oliwia i Dawid, których miałem okazję poznać pierwszego dnia wycieczki. Od razu oboje polubiłem bardzo.


Poznałem też fajną parę Izraelczyków, którzy przyjechali do hotelu na kilka dni. Mieliśmy fajną i miłą rozmowę. Dziewczyna, której imienia nie pamiętam powiedziała mi, że pracuje w armii izraelskiej i że ma 19 lat. Dowiedziałem się, że służba wojskowa w Izraelu jest obowiązkowa i trwa zazwyczaj 3 lata. Dzięki Bogu, że nie byłem w armii!

Wielokrotnie mogłem później oglądać uzbrojone po zęby umundurowane służby obronne, żołnierzy, straż graniczną czy nawet ochronę w naszym hotelu z bronią na ostrą amunicję ( karabiny typu M45, czy ręczną broń typu Magnum ). To powoduje w mojej opinii generalną i stałą ochronę siebie jak i państwa.

Czy to dobre? Na pewno taka postawa wywołuje w każdym przypuszczalnym agresorze strach i dogłębne przemyślenie czy warto atakować, tak broniącego się obywatela czy państwa.


Poznałem się lepiej też z Jamilem z Kalisza. Długo sobie mogliśmy fajnie pogawędzić. W czasie rozmowy z tym panem niezwykle wzrosła moja wiara w trakcie dzielenia się swoimi świadectwami tego co Bóg czyni w naszym życiu. Jego przykład i świadectwa nie zwykle mnie wzruszyły.

Po tym uniesieniu ruszyłem do swojego pokoju 922.
Po wejściu od razu zauważyłem, że moja kosmetyczka, która leżała na biurku pod lustrem była otwarta. Pamiętam, że przed wyjściem zamykałem ją, żeby nikt nie zauważył portfela w środku.
Zajrzałem do portfela i nie wierzyłem. 200 dolarów, pieniędzy, które miałem z ofiar z kościoła na błogosławienie ludzi w Izraelu i moje 50 dolarów z drugiej przegrody w portfelu zniknęły.
Okradziono mnie.

Była to wyrafinowana kradzież. Miałem w portfelu sporą sumę pieniędzy. Część pieniędzy miałem na kupno Szofaru do kościoła, inna część pieniędzy w osobnej przegródce w portfelu to ofiary ludzi z kościoła na błogosławienie Żydów w Izraelu, a pozostałe w jeszcze innym miejscu w portfelu to moje kieszonkowe.
Ktoś miał czas żeby przemyśleć ile wsiąść, żebym od razu może na to nie wpadł. Moje przepuszczenia padły na dwóch sprzątaczy z hotelu.

Darek był w tym czasie w łazience. Powiedział mi, że zanim zjawiła się obsługa sprzątająca - room service cleaner został poproszony przez jednego z dwóch sprzątaczy by opuścić pokój. Trwało to może 30 minut, kiedy Darka nie było w pokoju.
Udałem się niezwłocznie na recepcje hotelową z moim portfelem w ręku. Pokazałem i wyjaśniłem co przed chwilą zaszło. Zapewniono mnie, że kamery, która są w korytarzach w hotelu zostaną dobrze sprawdzone.
Nie schowałem portfela do sejfu będąc trochę za pewnym, że nikt mnie nie nieokradanie.
Portfel trzymałem w kosmetyczce, która była zapięta i leżała pod lustrem w naszej sypialni.

Był to przełomowy moment dla mnie w Izraelu. Od tego momentu zaczęły się cuda.
Podzieliłem się ta sytuacja z różnymi osobami z naszej grupy. Modliłem się, żeby diabeł oddał podwójnie to co ukradł według fragmentu z biblii. Modliłem się słowami z 2 Księgi Mojżeszowej, rozdział 22, wersety 1 i 4 przeciwko złodziejowi.


"Jeżeli ktoś ukradnie wolu lub owce, a potem je zarżnie lub sprzeda, odda pięć wołów za wołu, a cztery owce za owce".
"Jeżeli w jego posiadaniu znaleziono coś, co skradł, czy to wołu, czy jagnię jeszcze żywe winien zapłacić podwójnie".


Były też osoby z większą wiarą od mojej, gdy modliły się przy mnie by diabeł oddał to co mi ukradł siedem razy. Wiedziałem, że jestem odpowiedzialny za te pieniądze. Zwłaszcza kościelną sumę, która była mi powierzona.

Było mi przykro, że tak się stało. Czułem też, że powinienem mimo to pójść na ulice i zrobić to o czym marzyłem przed przylotem. Po uwielbiać Pana Boga z Polską flagą: Poland loves Israel.

Miałem też wsparcie. Po przeciwnej stronie siedzieli i czuwali: Darek, Ula, Jola i Ania. Nie byłem pewien jakiej reakcji mogę się spodziewać. Wiedziałem natomiast, że muszę uwielbiać w tym miejscu Pana Boga.
Rozwiesiłem flagą na balustradzie przy Cytadeli Dawida w Starym Mieście i zacząłem śpiewać swoje i nie swoje piosenki po piosenki po angielsku i po polsku. W czasie tego grania, Bóg wlewał mi w serce ogromną miłość do przechodniów. Teksty piosenek były o miłości do Boga, Jezusa. Ludzie przysłuchiwali się z okien kamienic. Reakcje ludzi no to co robiłem były niezwykle pozytywne. Podchodzili do mnie przechodnie z różnych krajów i rozmawiali. Poznałem pierwszego dnia między innymi 3 osoby z chrześcijańskiej ambasady z Jerozolimy, pastora z Meksyku, Niemców, różne osoby z Polski.  Reakcje ludzi były niezwykle sympatyczne.
Czułem jak Bóg kocha to miasto, jak uwalniana jest radość, wolność i życie. Kilka razy mówiłem głośno do ludzi, że Bóg ich kocha i kocha to miasto, że jestem Polakiem mieszkającym w Irlandii, który jest tu by powiedzieć, że Polska kocha Izrael.

Chodnik na którym stałem był miejscem łączącym chrześcijańską dzielnice z ormiańską i żydowską. Na przeciw mnie stały szwedzka szkoła biblijna. Po prawej na wprost było bardzo ruchliwe przejście do dzielnicy arabskiej.


Po około godzinnym graniu. Ruszyliśmy razem z Darkiem, Ula, Jolą i Anią do hotelu na kolację a później do naszej sali spotkań na godzinę 18:00 w Clal building, który jest poniżej.

 


Razem z nami Polakami, była grupa kilkunastu Niemców. Oprócz nas na to spotkanie został zaproszony prorok Izrael ( stojący na środku na zdjęciu ). Izrael urodził się i wychował w Izraelu. Jego rodzina pochodziła z Krakowa, gdzie została w większej części wymordowana w czasie holokaustu.

Dowiedziałem się też później, że córka Izraela zginęła w zamachu bombowym w autobusie, w którym jechała niedaleko od Clal building.
Izrael to niezwykły człowiek. Robił i robi to co Pan Bóg do niego mówi w każdym tego słowa znaczeniu.
Kilka lat tamu w tym samym budynku przyszedł by spotkać Pastora Jurka Rycharskiego i innych Polaków, którzy z tego co pamiętam byli w Izraelu pierwszy raz. Izrael miał na głowie Polską czapeczkę. Podzielił się proroczym słowem do nieznanych mu w tedy ludzi. Jurek powiedział mi osobiście, że było to słowo od Pana Boga i bardzo zachęciło go do kontynuowania całodobowego i siedmiodniowego uwielbienia w czasie Święta Namiotów - Sukkot.

Izrael na naszym spotkaniu powiedział wiele ciekawych rzeczy. To co mnie dotykało i co się stało. Prorok Izrael powiedział coś takiego: Nie jestem w stanie pomodlić się każdy z was. Nie oczekujcie, że będę się o Was modlił. Nie będę tego robił. Wyciągnijcie swoje ręce do Jezusa, który jest w niebie i powiedźcie Bogu czego oczekujecie. Co chcecie aby Wam uczynić w czasie Święta Namiotów. Modliłem się bardzo szczerze pragnąć doświadczać Bożej obecności cudów i znaków, intymnej Bożej obecności, przełomów w moim życiu.

Pieniądze od ludzi na ulicy:
Kilka dnie póżniej.
Postanowiłem po uwielbiać Pana Boga w starym mieście pod cytadelą Dawida - tam gdzie wcześniej.
Był to trochę trudny czas, jeśli chodzi o granie na ulicy. Nie mogłem się za bardzo "przebić" przez pierwsze kilkanaście minut. Czułem zmaganie i trud, na ulicy było znacznie głośniej niż poprzednio. Zaczęłam się modlić na głos kiedy grałem na gitarze, by Jezus przegonił to co nie pozwalało mi w wolności i radości uwielbiać Jego imię. Po jakimś czasie zobaczyłem moich współtowarzyszy Jolę, Darka i Ulę jak siedzą na przeciw mnie i wspierają mnie duchowo.

W czasie grania lub raczej jak kończyłem śpiewać piosenki podchodziły do mnie różne osoby by porozmawiać. Jedna z nich podeszła i wręczyła mi 50E. Za chwilę inna kobieta z Holandii podeszła i poprosiła o modlitwę. Zawołałem Ulę i razem pomodliliśmy się o pewne życiowe problemy, które ta pani miała by Bóg pomógł je rozwiązać. Po jakimś czasie skończyłem wywyższać Boga i ogłaszać Bożą miłość dla Jeruzalem. Poszedłem do pobliskiej kawiarni napić się mrożonej kawy. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu Ula wręczyła mi kolejne 50E od tej samej pani z Holandii o którą się właśnie modliliśmy. Nie były to absolutnie pieniądze za modlitwę. Ta kobieta poczuła, żeby przekazać mi tą sumę przez Ulę obawiając się, że mogę tych pieniędzy nie wsiąść.
Wyszedłem z kawiarni  usiadłem pod ścianą i się rozpłakałem.
Bóg wie kiedy zadziałać i jak dotknąć człowieka! :)

3 dni później:
Zadzwonił do mnie hotelowy telefon, kiedy byłem w pokoju. Usłyszałem głos w słuchawce, managera hotelu, który się przedstwił. Opowiedziałem mu co się dokładnie wydarzyło i jak zostałem okradziony.
Manager poprosił mnie, żeby zszedł na dół na recepcje z moją kartą płatniczą na którą to hotel przelał mi
250 dolarów. Dokładnie tyle ile zostało skradzione z mojego portfela.


piątek, 27 września 2013

„Bóg mi dał marzenie, które spełnił” Wspomnienia z Izraela





Przed wylotem!

Na początku tego roku Bóg stopniowo wlewał mi do serca pragnienie zobaczenia Izraela.
Przełomowym momentem było coś w rodzaju obrazu, marzenia, który nosiłem w sobie. Widziałem się z gitarą na ulicy w Jeruzalem z wywieszona obok mnie Polską flagą z napisem: POLAND LOVES ISRAEL. 

Nigdy szczególnie nie myślałem, żeby lecieć do Izraela. Kiedy to marzenie, sen, wizja przypominała mi się coś się działo w moim sercu. Pragnąłem tam pojechać coraz bardziej. Pamiętam, że dzieliłem się tym z kilkoma osobami. Jedna z nich mnie poklepała po ramieniu, żeby Rafi zleciał trochę na dół na ziemie bo szybuje za wysoko z "crazy" marzeniem..

Jakiś czas później grupa chrześcijan z Polski dała nam znać w kościele w Dublinie o wyjeździe do Izraela we wrześniu na jedno z najważniejszych świąt Żydowskich - Sukkot - Święto Namiotów. Mieliśmy razem z innymi narodami modlić się o błogosławieństwo, obfitość, pokój dla Izraela i innych krajów.
 
Któregoś dnia opowiadałem o tym marzeniu kilku osobą w w niedziele po nabożeństwie w naszym kościele  - Rescue Church w Dublinie. Powiedziałem o swoim marzeniu, wizji grania na ulicy. Powiedziałem też, że nie mam pieniędzy na tę podróż nie oczekując niczego. Nagle jedna z tych osób powiedziała kilka sekund po tym jak skończyłem się tym dzielić: "Zapłacę za twój bilet, hotel i dostaniesz jeszcze kieszonkowe". W ciągu następnych kilku dni pytałem się tej osoby czy jest pewna tej decyzji bo cały koszt był sporą sumą. Byłem w szoku!

Wierzyłem i bylem przekonany, że jeśli Bóg używa tego kochanego człowieka bym mógł tam polecieć będą działy się niezwykłe rzeczy. Nie wiedziałem jednak, że Bóg mnie tak mocno tam zaskoczy.
2 dni przed wylotem kończyłem dopracowywać napis na fladze tak, żeby było wyglądało to tak jak to widziałem w moim marzeniu. Flagę poprawiłem kilka razy, dzięki mojej kochanej żoneczce artystce. 
Agnieszka nie chciała mi technicznie pomoc, bo powiedziała: "Jeśli Bóg dał ci takie marzenie to zrób tą flagę sam dokładnie tak jak ja widziałeś". I miała racje. To było moje marzenie.

Rozmawiałem z kolegami z Izraela w pracy na temat ich kraju. Czytałem informacje i oglądałem filmiki o święcie Sukkot - Święcie Namiotów. Okazuje się, że to jedno z najważniejszych świąt dla Żydów.
Sukkot - Święto Szałasów ( Namiotów ) należy do świąt bardzo radosnych i upamiętniających mieszkanie w szałasach podczas ucieczki Izraelitów z Egiptu i wędrówki do Kanaan. Przez siedem dni święta ortodoksyjni żydzi mieszkają poza domem w budach przypominających szałas pod gołym niebem - w Izraelu często budowanych na balkonach. Ludzie całymi rodzinami uczęszczają do Synagogi, by modlić się do Boga o dobre plony i deszcz. 

"Mów do synów izraelskich i powiedz im tak: Te są uroczystości świąteczne Pana, w które będziecie zwoływać święte zgromadzenia. Te są moje święta". (Kpł 23:2).

"Święto Szałasów będziesz obchodził przez siedem dni, gdy zbierzesz plon ze swego gumna i ze swojej tłoczni. Będziesz się weselił w to swoje święto, ty i twój syn, i twoja córka, i twój sługa, i twoja służebnica, oraz Lewita i obcy przybysz, i sierota, i wdowa, którzy są w twoich bramach; przez siedem dni będziesz świętował na cześć Pana, Boga twego, na miejscu, które Pan wybierze, gdyż błogosławić ci będzie Pan, Bóg twój, we wszystkich twoich plonach i w każdym dziele twoich rąk, i będziesz prawdziwie radosny. Trzy razy w roku zjawi się każdy mężczyzna z pośród was przed Panem, Bogiem twoim, na miejscu, które wybierze: w Święto Przaśników, w Święto Tygodni i w Święto Szałasów, lecz nie zjawi się przed Panem z próżnymi rękami". (V Moj. 16:13-16).
 
W niedziele dzień przed wylotem zebraliśmy w kościele kolektę, pieniądze, żeby błogosławić naród Żydowski jak będziemy już tam na miejscu. Ludzie w kościele pomodlili się o nasz wylot, tych którzy lecieli z Dublina do Tel-Aviv: Ule, Anie, Jole, Darka i mnie.
Podzieliłem się też słowami z Księgi Przypowieści Salomona, które mówią o tym, że kiedy człowiek nie ma marzeń, wizji, planu dla swojego życia to najprościej w świecie oddala się, odchodzi od Pana Boga. Ja dostałem marzenie i bardzo chciałem je zrealizować. 

"Gdzie nie ma objawienia, tam lud się rozprzęga" (Ks. Prz.28:18)
Powiedziałem też przyjaciołom i znajomym w kościele, że lecę odebrać dziedzictwo dla siebie, wierzącego i nawróconego chrześcijanina i jako pastor dla kościoła. Oczekiwałem i pragnąłem oglądać moc Jezusa w Jego Świętym Mieście - Jeruzalem. 

Lecimy!( Poniedziałek 16.09 ) 




Na lotnisku w Dublinie mieliśmy mała przygodę. Ania miała problem z odebraniem biletu. Po krótkiej chwili wszystko było w porządku i byliśmy gotowi do odprawy.

Podróż do z Dublina do Istambułu trwała około 4 godziny. Była to niezwykle wygodna i przemiła podróż.
Turkish Airlines nas zaskoczyło. Full wypas obsługa z wliczonymi w cenę biletu posiłkami.
Oprócz tego, nie miałem najmniejszego kłopotu zabrać ze sobą gitarę, jako podręczny bagaż. Nie musiałem za to dodatkowo płacić. 






Dolecieliśmy cali i zdrowi do Istambułu. Miasta liczącego ponad 17 milionów ludzi. Lotnisko było ogromne jedno z największych na jakich byłem do tej pory. Po wylądowaniu okazało się, że Ania zgubiła w samolocie aparat fotograficzny. Pomodliliśmy się razem na głos by Bóg nas ochraniał, prowadził i był z nami w czasie tej podróży.

Po przeczekaniu kolejnych kilku godzin wsiedliśmy na pokład samolotu tych samych lini lecącego już bezpośrednio do Tel-Avivu. Przestawiłem zegarek o 2 godziny do przodu z czasu londyńskiego na lokalny.
Klimat i atmosfera wyprawy robiła się coraz gorętsza. Na odprawie i terminalu w Istambule widziałem wielu ortodoksyjnych Żydów lecących z wszystkich stron świata do Izraela na Święto Namiotów.

Samolot do Izraela był pełen ludzi. Większość tych ludzi można było rozpoznać kim są po charakterystycznym ubiorze: pejsy, brody, czarne kapelusze, jarmułki..
Darek usiadł pod oknem a w środek posadziliśmy na fotelu moją gitarę. Miałem mały dylemat jak to się skończy, bo nie wiedziałem czy ktoś nie będzie chciał usiąść na to miejsce. To było chyba jedyne wolne miejsce w całym samolocie. Samolot był obładowany pakunkami i walizkami. Gitarka była gotowa lecieć na swoim fotelu.

Nagle ktoś mnie zapytał z tyłu po angielsku z rosyjskim akcentem czy będę grał na gitarze w samolocie.
Odwróciłem się i od razu ta osoba wzbudziła we mnie ogromną sympatie. Gość był ubrany jak zapamiętany przeze mnie z dzieciństwa "Skrzypek na dachu". Ariel, który przedstawił mi się później leciał z Nowego Jorku razem ze swoja żoną - Emmą i najmłodszym 19-letnim synem Emmanuelem. Para pochodziła z rosyjskiej republiki, której nazwy nie pamiętam. W 1987 wyemigrowali do USA. Lecieli do najstarszej córki, której właśnie urodziło się dziecko.
Ariel i jego żona pytali mnie po co lecimy do Izraela. Podekscytowany opowiedziałem im o moim marzeniu wielbienia Boga na ulicy w Jeruzalem i błogosławienia Żydów. Emmanuel - ich najmłodszy syn zapytał mnie co znaczy dla mnie błogosławienie Izraela. Wytłumaczyłem im, że pragnę by Bóg błogosławił ich naród i Żydów w obfitości zdrowia, szczęścia, finansów, pokoju. Byli tym niezwykle dotknięci. Emma i Ariel rozmawiali z Darek też po rosyjsku. Darek świetnie sobie dawał radę.

Dostałem też przez pomyłkę w samolocie koszerne jedzenie, które bardzo mi smakowało. Ariel i Emma oddali mi i Darkowi swoje zapakowane posiłki bo chcieli zjeść obiad u swojej córki. Ariel ma swoją firmę w USA, która robi meble. Wymieniliśmy się adresami. Poznałem też inna rodzinę młodych Amerykańskich Żydów lecących z New Jersey.

Po wylądowaniu w Tel-Avivie około 00:00 Ula powiedziała mi, że chyba cały samolot słyszał mnie i historie po co tam lecimy. Nie wiem dlaczego :) Głośno rozmawialiśmy ale to chyba z podekscytowania.
Po wylądowaniu i przed pokazaniem dokumentów zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia. Żona Ariela powiedziała do niego: "Jesteś za niski przy Rafaelu" a Ariel jej odpowiada: "Nie! To on jest za wysoki przy mnie". Uśmiałem się do łez. Gość miał klasę, styl i zero kompleksów.


Dotarliśmy do hotelu około godziny 01:00.
W pokoju było jeszcze jedno łóżko. Czekaliśmy na nowego rodaka "współspacza", który miał niebawem do nas dołączyć. Widok z okna z 9 piętra był wspaniały. Piękne niebo, ciepłe powietrze i widoki uderzały w moje serce i duszę. Nie mogłem wyjść z podziwu, że jesteśmy w Jerozolimie. Nie mogłem się doczekać kolejnego dnia.




O 8:30 rano mieliśmy jechać na wycieczkę krajoznawczą z przewodnikiem. Szykowaliśmy się z Darekiem do snu. Przed zaśnięciem jednak postanowiliśmy, że nie zmarnujemy koszernego obiadku.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

CHURCH CAMP 15-16 Czerwca Wyjątkowy czas z Panem Bogiem



W sobotę i niedzielę 15-16 Czerwca kościół Rescue Church w Dublinie organizuje 2-dniowy integracyjny pobyt w chrześcijańskim ośrodku Durrow Centre w County Laois.

Zdjęcia i opis ośrodka poniżej.

http://www.faithmission.org/centres/durrow.html

Po męskim wypadzie kilka tygodni temu do Bandon wpadł pomysł by powtórzyć to w większym gronie: single, rodziny z dziećmi, małżeństwa :) W zeszłym tygodniu udało się nam zarezerwować miejsce i oto jest wstępny plan.

Planujemy całą sobotę i niedzielę z noclegiem.
W ośrodku jest duża kuchnia, stołówka i parterowe domki z dwoma pokojami z łazienkami i piętrowymi łóżkami dla 70 osób. Jest też mały plac zabaw.

Koszt:
11E za nocleg - dorośli i dzieci powyżej 7-go roku życia. Dzieci poniżej 7 lat FREE.
Własny śpiwór i dojazd.

ZA PRZYGOTOWANIE POSIŁKÓW I ZAKUP PROWIANTU ODPOWIADA NASZ KOŚCIÓŁ.

Planujemy zrobić wspólne uwielbienie, modlitwę i wykłady około 2-3 godzin w sobotę i 2 godzinne nabożeństwo w niedzielę. Razem z nami są już zaproszeni Gosia i Bogdan Kogut z Kościoła Bożego w Chrystusie w Kaliszu, którzy bywali u nas w kościele w Dublinie wiele razy i są częścią naszej społeczności.


Plan wygląda następująco:

SOBOTA 15 Czerwca
10:00-11:00 REJESTRACJA
11:00 Wspólne Gry Integracyjne i Zabawy / Grill
16:00-19:00 Uwielbienie / Wykłady
20:00 Wspólna Kolacja

NIEDZIELA 16:00 Czerwca
09:00-10:00 Wspólne Śniadanie
12:00-14:00 Nabożeństwo
14:30 Gry i Zabawy / Obiad / Grill
20:00 Sprzątanie i czas do domu :)

Zapraszamy Serdecznie kochanych rodaków z Irlandii z Bandon, Cork, Limerick, Galway i innych miejscowości oczywiście też.

Inne narodowości też są mile widziane... wykłady będą tłumaczone na język angielski.

Plan wykładów i nabożeństwa jest stworzony z myślą o dojeżdżających również na jeden dzień albo kilka godzin.

Jeżeli chcielibyście przyjechać na noc prosimy o wczesne potwierdzenie ze względu na ograniczoną liczbę miejsc. W czasie wykładów i nabożeństwa dzieci będą miały ustaloną i zorganizowaną opiekę ( gry i zabawy ).

Mile widziane będzie jeżeli możecie przywieść gotowe ciasta czy sałatki.
Nie pobierane są dodatkowe koszta. Wyżywienie będzie kupione i przygotowane przez nasz kościół na miejscu.

Plan cały czas w budowie i może ulec zmianie :)
Prośba do wszystkich o modlitwę, modlitwę i modlitwę...

God bless you :)